Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/105

Ta strona została uwierzytelniona.


tego drogę, przemysł, który tu już świta. Fabryki cukru, sukna, płócien, otwierają się. Jest téż próba sklepu kompanii akcyonaryuszów, ale ta podobno nie ze wszystkiém się udała. Wszakże sklep trwa dotąd, że mamy nadzieję, iż się nie da zabić żydom, którzy usiłują bezwątpienia tę próbę zniweczyć.

V.

Piński powiat dzieli się na dwie części: Zarzecze i Zahorodzie, między któremi w środku Pińsk, Liwerpool litewski, który niedługo może zupełnie na to nazwisko będzie mógł zasłużyć, siedzi poważnie z brodą i workiem soli. Zarzecze najpuściejsza i niedostępna często część powiatu, jest tém samém najciekawsza. Dzielą ją rzeki opasujące zewsząd i krzyżujące się wśród niezmiernych błot i zarośli.
Mnóstwo rzek, rzeczułek, odnóg, strumyków, kanałów, przerzyna ten kraik. Naliczysz tu, że inne ominę, Styr, Pinę, Prypeć, Stublo, Słucz, Stochód, Strumień. Do Piny pod Pińsk zbiegają się od wschodu, Jasiołda, Horyń, Wetlica, Turya, od zachodu Styr, Stochod, Łukowicz, Lany, Herodeczka. Te wszystkie połączone razem zowią się Prypecią. Prócz żółwi i wjunów, stolica to raków także, dawniéj czółen ich cały kosztował tylko grosz imperyalny, a kopę kupić było można za szeląg.
Kamyki w rakach znajdowane, które oczyma rakowemi zowią, pisze Rzączyński, tak tu obficie zbierano, że jeden szlachcic z pod Pińska, zawiózł ich 200 kamieni do Gdańska. Te kamyki dawniéj empiryczna medycyna za lekarstwo wielkie uważała od ukąszeń jadowitych, od moru, od gorączek i w zastępstwie bezoaru.
Prypeć szeroko, jak Wisła, rozlewająca, wpada do Dniepru. Poławiają się w niéj jesiotry.
Zalewy wiosenne i jesienne niekiedy, na długo utrudniające komunikacye, czynią ten zakąt dzikszym od sąsiednich, ale czas, ten wielki twórca cudów, i tu powoli wniesie oświatę. Dziś jednak jeszcze, dawny opis Starowolskiego przed 200 laty zrobiony zastosuje się fizycznie i moralnie do tego kraju, mało odmiennego od tamtych czasów. Widziałem już ten zakąt we wszystkich czterech porach roku, a zawsze mi się dzikie, samotne i ciche Zarzecze równie poetyczném wydało. Bezwątpienia gdy przyjdzie pożądany handel, wypłoszy poezyę, ale ludzie tak się bez niéj wygodnie obchodzą!...
I teraz nawet któż jéj tu szuka, kto ją widzi w tych łozach, czerotach, w téj wodzie snującéj się po niezmiernych błotach zasianych stogami, któż ją odgadnie w śpiewie żałobnym knihy, ło-