Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/118

Ta strona została uwierzytelniona.


Nad wielkiemi drzwiami wchodu, na wysokiéj galeryi, ustawiona była muzyka i śpiewacy chłopięta.
Przy jedném z okien sali, osobno zastawiono stolik suto założony mięsiwem dla nadwornego żarłoka Bohdana, który na dzień za trzydziestu zjadał, i ze trzydziestu w potrzebie mógł się mierzyć. Było tam także mnóstwo mięsiwa pieczonego i gotowanego, że ledwie uwierzyć było można, iż to wszystko poźre jeden miernego wzrostu człowiek niezbyt nawet otyły.
Goście weszli do sali jadalnéj — panna młoda tylko się nie pokazała. Za niemi słudzy i dworzanie wtoczyli się, mający stanąć za stołkami panów. Podano naprzód gościom z kolei wielką złocistą miednicę i nalewkę podobną, do umycia rąk, a nareszcie ręcznik suto po końcach szyty perłami. Marszałek dworu rozsadził ich wedle dostojeństwa, i tak przystąpiono do pierwszego dania, które składały pływające we czterech sosach: żółtym, różowym, czarnym i szarym, spore mięsa kawałki. Trzech krajczych u każdego stołu posługiwało. Oprócz tego, rozstawione było pieczyste i przyprawy korzenne, licząc w nie narodowy chrzan z octem, kapustę kwaśną i ogórki. Goście mało co przedtém śniadawszy, niewiele jedli sami, lecz nakładali zgórą talerze i oddawali je sługom stojącym za niemi, którzy tuż zaraz za ich krzesłami głośno podane potrawy spożywali. Przed każdym z siedzących był talerz srebrny nakryty maleńką serwetką i łyżka srebrna pozłocista. Popijano piwo tylko w długich kielichach szklanych.
Po pierwszém daniu zdjęto je razem z pierwszym obrusem, a drugie zastawiono z samych pieczeni różnego rodzaju składające się, zwierzyny, ptastwa i ryb. Mimo wspaniałości uczty, spostrzedz można było także na stole dziś bardzo wzgardzony groch ze słoniną i kaszę krajową. Nakoniec nastąpiło trzecie danie z samych łakoci złożone. Tu dopiéro zaczęły się toasty za przyszłe powodzenie państwa młodych.
Gdy już do ust niesiono kielichy, a muzyka i moździerze połączyły się z wykrzykiem: — Pierwsze zdrowie! — nagle z dziedzińca ozwał się głos — nie vivat wykrzykujący, nie radośne hura! lecz krzyk przestrachu, który stłumiwszy wszystkie, skamienił gości i wytrącił z rąk ich puhary.
Wybladły kozak wpadł do sali.
— Książę — zawołał — Tatarzy! — i padł z osłabienia i przestrachu.
Wszyscy porwali się od stołu; gwar, krzyk, zamięszanie, ścisk i zgiełk się zrobił po całym zamku. Wszyscy wołali: — Tatarzy! Tatarzy! — Książę Sołomerecki pobiegł do narzeczonéj swojéj.