Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/147

Ta strona została uwierzytelniona.


tora jakiego, spekulator go odrze, oszuka, ukłoni się i pójdzie. Biédny Feliński!
Jeśli w jego dziełach, niezbyt popularnych, nie ma on dość upowszechnionéj pamięci u świata, została przynajmniéj po nim językowi w puściźnie jota, którą on wskrzesił, za którą krzyczano na niego w niebogłosy, którą nareszcie przyjęto powszechnie. Zdaje mi się, że piérwszy Tygodnik Warszawski ośmielił się jéj użyć; — a z jakąż zgrozą patrzała Warszawa, sarkało Wilno, na ten ogon! Wydobyto zapylone biblie XVI wieku szukając tam joty, zapisano tyle papieru; zmarnowano tyle czasu, a nakoniec przyjęto. Czy nie lepiéj było zacząć od tego, na czém miano skończyć? Prawda, że wszystko na świecie, nim wejdzie w upowszechnienie, musi przychodzić krwawo jak ta jota, bo człek jest schylony pod panowaniem nałogu, pod ciężarem przesądu, pod brzemieniem uporu, a to wszystko czas tylko leczy.
Kilka listów Felińskiego, które mi się zdarzyło czytać, okazywać się zdają wielką żywość charakteru, pisane prędko, wprawnie, niedbale, płynęły jak myśl. Znać w nich człowieka, który się śpieszy i ceni swój czas. Wielkie litery, ręka wprawna, frazesa pospolite, ale żywe. Jest w nich wesołość i życie, — łatwo uwierzyć tym, którzy powiadają znając go, iż był żywy, wesół, poruszający łatwo towarzystwo, czuły i dość wielomówny.
W listach, których wyjątki dała nam panna Tańska, często o swojéj Ossowie wspomina, i o projektach, jakie miał na nią, wynurza się nawet z upodobaniem, jakie miał dla niéj[1].
W r. 1796 tak pisze o niéj: „Oprócz tego wypuszcza mi matka i nieintratną wioseczkę w Polesiu Ossowę, z któréj ja jednak bardzo kontent jestem. Będę w niéj gospodarował á la dziedzic, to jest mając wzgląd nadal i spodziéwam się znaléźć tam dość zatrudnienia przyjemnego i nieprzyjemnego, dosyć wygody i zupełną spokojność. Tak dzieląc mój czas na mieszkanie w Klepaczach, w Ossowie i w Wojutynie, na przejażdżki czasem do Lwowa, do Zasławia, nie rozumiem, żebym się nudził, a jeśli się to zdarzy, to będzie moja wina“.

Tegoż roku w grudniu tak swoję Ossowę opisywał: „Postawiłem tego lata domek tu w Ossowie, i mam już jeden pokoik skończony, w którym mieszkam. Domek nie tak wielki jak w Wojutynie, ale zdaje mi się, że wygodniejszy, może dlatego, ze go sam stawiałem. Chcę na nim napisać, co Ariost napisał na swoim: Parva sed apta mihi, sed nulli obnoxia, sed non sordida; ale nie

  1. Rozrywki T. VI. r. 1826, N. XXXV, p. 283 i dalsze.