Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/181

Ta strona została uwierzytelniona.


i dolega, że ma na głowie jakąś sprawę ważną i niebezpieczną. Ten sam człowiek niech-że siądzie tylko do wista! Inszy całkiem, usiadł na krześle z tą pewnością siebie, z tém wewnętrzném zaspokojeniem, z jakiém rzemieślnik do swojéj zwykłéj siada roboty; oto rozkłada karty, ślini palec wielki, wyjmuje marki, uśmiecha się, poprawia, składa karty, rozpuszcza, tasuje, ożywia się, i — o cudo! wszakże nawet gadać zaczyna ta machina! ale jego gawęda, jest to automatu granie, zawsze jedno, zawsze w kółko, też same dowcipne wistowe pogadanki, też same dziecinne żarciki, albo spór o zadaną, albo wyszydzanie nieuków, albo ciekawe historye o wziętych przed rokiem lewach,o wielkim jakim szlemie, sławnym jak bitwa pod Waterloo. Naówczas w téj głowie rozwija się z dziwną jasnością cały ciąg, przejście gry, wszystkie zadane, zrzucone, wyszłe, rzekłbyś, że to jest człowiek, gdyby — kiedy wstanie od stolika — nie pokazał ci znowu, że jest tylko machiną do grania w karty, piątą nogą wistowego stolika, jedném słowem wiściarz.
Wiściarz bowiem jest całkiem odrębném jakiémś stworzeniem, które karmi się tylko wistem i żyje dla wista, które nie zna innego lepszego świata, nad ów, który mu się na pięćdziesięciu dwóch kartach rozwija czarno i czerwono, który nad grę nie widzi na świecie szlachetniejszego zatrudnienia. Wiściarz nie żyje, kiedy nie gra, i usypia naówczas, jak bobak na zimę.
Lecz niczém jest jeszcze wiściarz przy wiściarce. Wiściarka, pospolicie stara, podtuptała dama, jeszcze nie zewszystkiém uwiędła, a już nie całkiem świéża, któréj braknie celu i zajęcia w życiu, jest jeszcze namiętniejszą od wiściarza. Jeśli wiściarz żyje tylko wistem, to wiściarka znowu tak gwałtownie tego życia pragnie, że bez wstydu, bez zastanowienia, gotowa łapać po ulicach partnerów, byleby grać od rana do nocy. Znajdziesz ją ziewającą na kanapie od rana, póki się nie zejdą zwyczajni pół zlotkowi współczujący z nią gracze, strój jéj zaniedbany, głowa spuszczona, oczy zagasłe od bezsenności, tchnienie gorączkowe, ciało skurczone, nogi skrzyżowane po turecku. Lecz wspomnij tylko wista, oto się wyciąga, wypręża, dzwoni na sługę, sama sunie stolik, dobywa kart, uśmiécha się, siada i bądź zdrów — już utonęła w wiście. Nie mów jéj o dziecięciu, które swywoli w drugim pokoju z lokajami, cóż dziecię w porównaniu z wistem! nie mów jéj o domu, o mężu, o kluczykach, o nikim, o niczém, wszakże widzisz, że gra w wista! Napróżno, co trzy robry, spoglądają na zegar towarzysze znudzeni i wyciągają z kieszeni sakiewki. Jeszcze trzy robry, jeszcze jeden tour, jeszcze partie maitre... woła gospodyni, i tak końca niéma téj zabawie, do północy, czasem do dnia.