Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/189

Ta strona została uwierzytelniona.


co zwietrzało. Kiedy wreszcie przyjaciele, blizcy sąsiedzi radzą co pisać, kiedy wypytywać poczną, czy czego nie pisze, nad czém pracuje, półuczony pociera czoło i od niechcenia odpowiada:
— A wistocie pracuję — pracuję! — Lecz czyż teraz warto się temu poświęcić! literatura stoi na tak nizkim stopniu. — Albo:
— Tyle mam zatrudnień, tyle interesów na głowie! niepodobna znaléźć chwili wolnéj. — Albo jeszcze:
— Prawdziwie nie chcę się mięszać do literatury, trzeba-by się jéj całkiem oddać, a tu tyle jest przeszkód! A potém ludzie tak są niewdzięczni!
Ta niewdzięczność jest im wymówką. Snać jeszcze na wdzięczność nie postarali się zasłużyć. Naówczas gdy to wyrzecze pseudo-uczony, stary jaki jegomość odzywa się: — A przyszłość?
Półuczony udaje, że o nią nie dba, ramionami rusza.
Ciekawa to rzecz widziéć go w ręku literatów z profesyi. Jest to najzabawniejsza w świecie komedya, żaden złodziéj przed sędziami nie może się lepiéj wywijać i pocić, aby się ze zbrodnią nie wydał, jak półuczony poci się i trudzi, aby się nie pokazał ze swoją, w jakimkolwiek przedmiocie, niewiadomością. Szarpany na wszystkie strony, zapytywany, łechtany, skubany, wychodzi najczęściéj zwycięsko, lekko i pogardliwie nauki traktując, udając wyższość pogardą rzeczy, których nie pojmuje.
Lecz za to jaki tęgi i śmiały, gdy między nieuków wpadnie! Wówczas to literaturę i nauki wynosi i śmiało się oświadcza, że im życie poświęcił. Jest to jakby inszy człowiek, zdarza mu się nawet wówczas podpaliwszy myśléć na swój rachunek w tych wielkich przypadkach, i odzywać się ze śmiałemi bardzo a szumnemi zdaniami, ale to tylko wówczas, gdy wie pewnie, że go słuchacze nie pojmą.
Pseudo-uczony, że sam nic nie pisze, uchodzi za wyrocznią krytyki na wsi. Jest-to rzecz osobliwsza, że zawsze ci, co sami nic nie piszą, a niby czytają, mają przywiléj krytyków i sami poniekąd niemi się sądzą. Pewni, że ich nikt nie zgłębi, bo nie dają się złapać na żadnym uczynku, sądzą i ćwiertują piszących, nie czekając ich zemsty, zupełnie tak jak wrona dziobie chodzące po ziemi stworzenie, pewna, że ona jéj nie odda, bo latać nie może; sądy tych arystarchów są enigmatyczne, najczęściéj kończą się dowcipném szyderstwem, a w głębi ich jest tylko złość i zazdrość. Trzeba albowiem wiedziéć, że półuczony nie pisząc, trochę zawsze zajrzy piszącym i talentu i sławy, nie ma jednak dość śmiałości, żeby się odważył wystąpić, może dlatego, że się nie czuje na siłach.
Półuczonego poznasz na wsi po tym najpewniejszym znaku,