Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/195

Ta strona została uwierzytelniona.


ziono listy cesarza Zygmunta do Krzyżaków; za żebraka przebrany wciskał się książę Siemion Słucki do Lwowa, do księżniczki Halszki Ostrogskiéj. Niektórzy dziadowie przy żebraninie trudnili się téż przewodzeniem po kraju błądzących cyganów, z któremi bywali w lidze i pomagali im kradzione konie skrytemi uprowadzać drogami.
Tacy to mianowicie łotrowie mieli swój właściwy i osobny język, o którym Peregrynacya Dziadowska wspomina, że nim rozmawiali między sobą nie będąc od nikogo zrozumiani, język ich rzemiosła, który, jak język flisów, jak język myśliwych miał swoje wyrazy własne lub (a to powiększéj części) stawał się niezrozumiałym przez nadanie dziwnego znaczenia znajomym wyrazom.
Jak wielkie miejsce mieli dziady i baby w życiu prostego ludu, łatwo z tego, co się napisało, domyślić. Baba przyjmowała rodzące się dziecię. Baba matce pomagała w połogu, baba leczyła dziecię, gdy chorowało, swatała, gdy dorosło, a gdy umarło, omywała je do pogrzebu i śpiewała nad niém kładąc w trumnę. Proste przysłowie: „Gdzie dyabeł nie może, tam babę pośle“, maluje, jak wiele mogły baby u ludu. Gadki gminne rzadko się obejdą bez dziada i baby, tych tajemniczych postaci, niewiadomo gdzie urodzonych i nieśmiertelnych, bo zastępujących się bez końca, zawsze starych, zawsze chorych, a zawsze żywych. Obyczaje téj klasy były jak najdziwniejszą mięszaniną przesądów, modlitwy i występków. Usłużne i powolne żebractwo miało jakieś sposoby wymówienia każdego występku, tak jak miało leki na każdą chorobę, za kawałek chleba, pomagało do wszystkiego, obiecywało wszystko. Tajemnicze życie, wiek, wszystko w oczach ludu okrywało żebraków jakimś urokiem dziwnym, natchnęło wiarę w ich gusła, uszanowanie ku nim, bojaźń ich zemsty. Często téż straszny był gniew tych ludzi, których z trudnością dotykały prawa, a żadna nie wstrzymywała wiara i sumienie. Umieli oni rzucić ogień pod stodołkę, zatrute ziele w jadło, chorobę w ciało. — Żebrak, jakeśmy go tu odszkicowali, był dla ludu postacią co chwila potrzebną, miłą a niebezpieczną.
Inny był żebrak w mieście. Tu zbierali się dziady i baby w kształt bractwa, cechu uprzywilejowanego; mieli swoje wpisy do księgi brackiéj, swoich urzędników (starszych), skarbonę, biczowników, pilnujących, aby obcy wiejscy przybysze nie zasiadali po jałmużnę pod kościołami. Już w XIV wieku pokształciły się takie bractwa u nas, mające gospodę do schadzek w mieście, obowiązujące się sobie starać o kapłana przy śmierci, o pogrzeb choć w polu; przybywający do miasta litownicy, którzy albo o okup jako więźnie, albo o pomoc jak pielgrzymi dopraszali się, wyma-