Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/215

Ta strona została uwierzytelniona.


— Dajcież mi pokój — rzekł gospodarz — bo dla mojego zdrowia, wy swoje potracicie; piliście już moje.
— Nie wszyscy! nie wszyscy! — zawołał Mikosza, szepleniąc.
— Wszyscy piliśmy — któż nie pił? ozwały się głosy.
— A — a doktór Montanus?
— Gdzież on jest?
— Dawno spać poszedł, żeby się nie upić, — ostrożny.
— To się nie godzi, rzekł Bartosz — pogardza nami, czy co? ucieka od nas, he? albo to krzywda kufel z nami wychylić, czy to już śmierć na dnie siedzi? Dumny pan położył się spać, bo mu szlachta śmierdzi, radby zawsze tylko macać Jaśnie Oświeconych i Przewielebnych.
— Wypłazować go! — krzyknął pan Mateusz, dać mu naukę! — Sprawić mu łaźnię! — zawołali inni. — Co to? dlaczego się będzie od nas usuwał? Co lepszego ten Niemiec! — Ten Hiszpan! — Ten Włoch! — Ten heretyk jeden! — Ten bajbardzo! — Chodźmy do niego! — Gdzie on? — gdzie?
— Dajcież mu WM. pokój! — rzekł Jan — śpi dawno! Jutro sprawę wytoczym.
— Jak śmié spać? — zawołał pan Slasa, śmiejąc się sam pierwszy z tego, co miał powiedzieć; — jak śmié spać, kiedy my pijemy? A toć han tatarski dopiéro po swoim obiedzie pozwala królom i mocarzom jeść, to i my tyle mamy prawa jak on, nie dozwolić spać, aż się sami wprzódy prześpim? Gdzie ten kusy Niemiec? — Poszukajmy go po kątach! Za nim! za nim! puścić psy, niech go tropią, łacno im będzie, bo śmierdzi lekarstwem jak kozioł.
Powstali wszyscy, runęły ławy, stołki, stół jęczał; dzbany zabrzękły.
— Hej, hej! za nim — gdzie się schował! będzie polowanie! — Tu, tu! krzyknął Wojtek — prowadząc. — Stój Wasze — zatrzymał go gospodarz, — tu kobiéty śpią. Pan Petryłło wstrzymał go także — Tu się hurmem nie idzie — rzekł z uśmiechem — po jednemu szczęśliwemu, juvante amore.
— Patrzcie go no z amorem! tego starego... Jakom żyw, jeszcze mu podwika pachnie, choć już zęby w gębie tańcują i połowa ich wyskakała precz. — Co! co! jak ty mię nazywasz! co ty mi zębami przymawiasz, młokosie, gołowąsie! — I porwali się oba za szable.
Zapomniano na chwilę o doktorze, zwada się wszczęła u proga komnaty. — Co ty mi przycinasz zębami? — Czego ode mnie chcesz, stary grzybie zakochany? — A nu, spróbuj się ze mną.
— Tylko nie po pijanemu — rzekł, hamując ich gospodarz — a nie w moim domu. Dom to Musis poświęcony, szanujcie go proszę, a rozejmcie się, nie chcę rano wzywać cyrulika z Zalatwy, aby ugodę