Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/224

Ta strona została uwierzytelniona.


Wybiegł jeden konno, i dopadłszy pana Marcina, rzekł:
— Pan Srzemski, wojewoda płocki, zapytuje Waszmościów, ktobyście byli, i czyli czego od niego żądacie?
A Kaptur odpowiedział mu:
— Jam to — powiedz swemu wojewodzie — ów wczorajszy chłop, dam się dziś panu poznać, żem jemu równy, tylko nie senator.
Pobiegł nazad komornik z odpowiedzią, i doniósł ją panu wojewodzie.
Zastanowiła się kolasa, a wojewoda nieco pomięszany, wysłał jeszcze przedniejszych swego dworu, prosić pana Marcina Brzozowskiego, aby ku niemu przyjechał.
Ci przybywszy, mocno nalegali na Brzozowskiego, aby to uczynił.
— Albom ci to ja jego sługa, żeby mnie miał wołać? — odpowiedział — a kiedy mi chce co powiedziéć, niech tu sam podjedzie.
— Przecież — rzekł wojewodziński dworzanin — nie woła on Waszmość, ale go prosi, a to człek stary i senator.
— Znam ci go z wczorajszego — rzekł pan Marcin.
— Wczoraj pan wojewoda ani znał, ani się domyślał, kto Waszmość jesteś — daléj mówił wojewodziński — i pewnie go dziś za to sam przejedna.
— No jedź Waszmość, panie Marcinie — rzekł pan Sławek sam, i inni za nim. Zobaczysz Waszmość, co ci powié stary. Jedź bo jedź, toż cię nie zjé!
— No! no! pojadę — wreszcie przebąknął Kaptur, tylko się boję, żeby mnie tam obcesowo złości, na niego spojrzawszy, nie porwały.
— E! probuj, pojedź! — szeptali za nim towarzysze.
— Co za dziw, to pojadę! — krzyknął Marcin, spiął konia, dał susa, i w kilku skokach stał już u wojewodzińskiéj kolasy. Mimowolnie i pan Marcin miał się na widok wojewody do czapki, i wojewoda skłonił mu się grzecznie.
— Cóż mi to Waszmość za złe macie, żem Waszmość — rzekł wojewoda — wczoraj jakoby nie chcąc i nieznając obraził, nazwawszy chłopem?
— A tak — odpowiedział Marcin zapalając się, i po to dziś Waszmości drogę zachodzę, abym zapytał, co to znaczyło. Bo na Boga! taki-m dobry szlachcic, jak i Waszmość. Jestem Marcin Brzozowski, herbu Belina, zwany Kaptur; dziad mój był podkomorzym gostyńskim, brat mój jest opatem czerwieńskim, jestem nobilis z dziadów i pradziadów, a jeśli nie ja, to moi herbowi zasiadali krzesła! A daleko ode mnie do chłopa, i daléj trochę, niż od wojewody do mnie!
— Widzę to i sam — odpowiedział wojewoda — i bardzo mi żal, żem Waszmość obraził, aleć się za to bić nie będziem. Niech tu panowie szlachta postąpią, a ja Waszmości przywrócę, com ujął.