Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/225

Ta strona została uwierzytelniona.


Na znak pana Marcina podjechał orszak jego, i szumnie, gwarliwie kolasę otoczył. Wojewoda powstał i rzekł poważnie, uchylając czapki:
— Wczoraj nie chcąc obraziłem pana brata Marcina z Brzozowa Brzozowskiego, zowiąc go nieuważnie chłopem, ale to ciemność była temu przyczyną; zatém biorę Waszmościów za świadków, że się to stało nie chcąc i omyłką, i zwracam panu Marcinowi jego szlachecką cześć. Zaczém podał wojewoda rękę, a wszyscy czapki w górę rzucili, wołając:
Vivat! vivat palatinus plocensis! Vivat dominus Brzozovius! Vivant!
Wojewoda znowu podniósł się i krzyknął:
— Vivant panowie szlachta mazowiecka! Proszę ze mną do zamku! Skinął na sługi, zawrócono konie, służba przodem pobiegła i powrócono do zamku.
Jak tam tęgo pili i krzyczeli cały dzień i całą noc, tego już opisywać nie będę, to tylko dodam, że pan wojewoda, podobawszy sobie śmiałość Marcina Kaptura i myśląc go użyć na sejmikach, naznaczył mu jurgielt roczny do swego życia, dał dożywociem chat kilka, obwarował sowicie, i chował odtąd w wielkiém na dworze swoim poszanowaniu. Siła téż za to dokazywał pan Marcin, gdy o wojewodę chodziło, a gdy w obronie jego stanął, nikt się naprzeciw wyjść nie pokusił, bo był takiéj siły ten Kaptur Brzozowski, żeby się był z Brudzińskim, ba i z Wiesiołowskim, gotów był dążać, a choćby i z Dobkiem z Oleśnicy, gdyby ten jeszcze żył. Nieraz gdy go uproszono, albo w zakład poszedłszy, wziął beczkę piwa na ramię, i z nią tańcował, a potém pił z niéj, za brzeg wziąwszy, jak ze szklanki.
To o nim pisze Bartosz Paprocki.
1840.