Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/226

Ta strona została uwierzytelniona.


29. Dorotka.


Noc była chmurna, bez księżyca, bez gwiazd, bez niebios; wiatr szumiał, pędząc ogromne szare jesienne chmury, które zakrywały nawet ostatek światła tlejącego jeszcze na zachodzie. Dwaj jezdni obwinieni w opończe, pędzili drogą pustą na koniach, które, to się zatrzymywały sapiąc, podskakiwały gnane ostrogami, to w bok ulęknione rzucały. Jakby mszcząc się na niepogodzie, to jeden, to drugi klął niemiłosiernie — nic to jednak nie pomagało.
— A prędkoż dojedziem do gospody? — spytał jadący z tyłu, — bo do stu katów i coraz ciemniéj i wiatr do kości przejmuje.
— O! o! panie Litwinie, — odpowiedział drugi odwracając się nieco — tak-eśto prędko już zmarzł? U nas w Koronie prawią o was, żeście jak dzikie zwierzęta kosmaci a zahartowani na wszystko, a tu się pokazuje, że lada dworak twardszą ma skórę. To chyba od Unii ta delikatność was napadła?
— Ale żebym ja wiedział, — odparł Litwin — czego marznę i moknę, do roku sześciu niedziel nie poskarżyłbym ci się i potrafił wytrzymać. A pytam się waszmości, co za potrzeba była pod noc chmurną rzucać gospodę ciepłą, gdy nic w szyję nie pędzi.
— Cha! cha! ot, za pół milki gospoda — zawołał pierwszy, — zobaczycie, jak się nam wyda ciepłe ognisko, jak wygodny nocleg, jeśli — dodał — cali do gospody dojedziem.
— Co? — pytał Litwin — jeżeli cali dojedziem? Jeszcze co? alboż jest i niebezpieczeństwo jakie?
— Fraszka — rzekł zbliżając się ku niemu Polak, — zbójców się niespodziewani — ale.
— Cóż za ale — do licha?
— Ale i o duchach tu prawią.
— Gdzie? na drodze?
Litwin przeżegnał się ukradkiem.
— Wasze ze mnie drwinki stroisz.