Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/227

Ta strona została uwierzytelniona.


— Niech mi tak Bóg dopomoże, jak prawdę szczerą mówię. — Ot, widzicie li tam w oddaleniu, ów jakby punkt czarny na niebie?
— Widzę.
— To wieża Dorotka, będziemy koło niéj przejeżdżali.
— I cóż? w niéj są duchy?
— Właśnie; a ta mara przeklęta, która wraca do wieży, najgorzéj jeszcze, słyszę, czyha na mołojców jak my, bo za życia — ale o tém nie pora teraz mówić.
Tak gadając dość głośuo, bo szum wiatru nie dał im prowadzić rozmowy, choć blizko jeden drugiego jechali, pędzili ku wieży, która coraz widoczniéj przed niemi na niebie czerniała.
— Toć to reszty zapewne jakiegoś zamczyska? — rzekł Litwin.
— I nie, — odpowiedział Polak — sama tylko wieża stoi, a mówią, że od wieków tak stała i nie było tu zamku wcale.
— Nikt w niéj nie mieszkał?
— Mówiłem wam, duchy chyba, — odpowiedział szybko Polak — pusta oddawna.
— Ale się w niéj świeci! — rzekł Litwin.
Na te słowa pan Zaklika (dworzanin J. K. Mości króla Stefana) podniósł oczy i konia wstrzymał; Litwin także.
— Na miły Bóg, świeci się w górném okienku wieży! — rzekł przestraszony. — Módlmy się, panie bracie, za dusze zmarłe.
Stali chwilkę w milczeniu, a Polak odezwał się znowu:
— Przydało się waści i mnie, przydało, wieża czarna stoi, a światła w niéj niéma żadnego.
— Prawda! — rzekł Litwin — jednakbym przysiągł, że się w górze świeciło.
— Ot, jedźmy prędzéj — przerwał Zaklika — a gdy przyjdzie mijać tę przeklętą wieżę, damy koniom ostrogi i przelecim cwałem. A teraz tęgiego kłusa.
Puścili się kłusować po kamiennéj drodze, przeciw wiatru bijącego im z chłodnym wiatrem w oczy; ale wprędce pan Zaklika wstrzymał swego konia.
— Miałeś waszmość słuszność, świeci się w wieży, ale u dołu — dodał z cicha.
— A świeci się — odpowieział Litwin.
— Coż? jechać? — spytał Polak.
— Gdzie ja, tam i waszmość, — rzekł pan Świdło (Litwin z Grodzieńskiego). Lepiéj wy wiecie tu w swoim kraju, a tak jeszcze niedaleko Krakowa, czy bezpieczno jechać, albo nie; gdyby to koło Białego błota, albo w Białowieskiéj puszczy, tobym wam dał radę. Ale wam się z pozwoleniem przywidziéć musiało, bo wieża czarna stoi, jak stała.