Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/229

Ta strona została uwierzytelniona.


karczmarz, mieszkający na trakcie, musiał się wprzód upewnić, co byli za jedni, nim ich wpuścił. Nasi dwaj obmokli i zziębli podróżni zastali ciepłe ognisko, izbę przestonną i wygodną; ale Polak, który sobie obiecywał cieszyć się odpoczynkiem, stękał na rękę. Pokazało się jednak po jéj opatrzeniu, że silnie tylko stłuczona była; — a tak spokojniejszy, obwinąwszy ją w płaty, ciepłém winem zmoczone, rzucił się na słomę.
— Ha! — rzekł po chwili do Litwina — dobrze nam się udało Dorocie wywinąć.
— A! dobrze, żeś wasz mość o tém począł, właśnie się miałem pytać, co to wszystko znaczy? Cóż to tam za niewiasta pokutuje, bom na własne oczy widział ją w oknie.
— Widziałeś ją? — krzyknął Polak — Matko Boska! A w którąż stronę patrzała?
— W dół wieży.
— To szczęście! — szepnął pierwszy.
— Ale czy mi wytłómaczysz to przecie, — przerwał Świdło — cóż to za niewiasta?
— Ja oszczędzę trudu wielmożnemu pana — odezwał się, z pod pieca wysuwając w téj chwili, staruszek.
Podróżni, zdziwieni tém nowém niespodziewaném zjawiskiem, umilkli.
Laudetur Jesus Christus! — rzekł pokornie kłaniając się staruszek, postępując ku nim.
Po tém chrześcijańskiém powitaniu, śmieléj na niego spojrzeli podróżni. Szedł ku nim pochylony, ale czerstwy jeszcze na twarzy, w czarnéj opończy człowieczek, podpierający się jedną ręką na kiju białym, w drugiéj niosący czarną skrzyneczkę. Była to skarbona — staruszek niegdy klecha, teraz dzwonnik i kwestarz z blizkiego kościoła.
— Już to nie chwaląc się, mili panowie, — począł — ale pewnie nikt lepiéj ode mnie nie opowie całéj historyi o Dorotce, byleście czém suche gardło dali odwilżyć.
Litwin ze stoła dał piwa staremu, który w milczeniu je wysączywszy, a otarłszy wąsy odwróconą ręką, spytał:
— Pozwolicie wasz mość usiąść staremu podtuptałemu dziadowi?
— Siadaj! siadaj! — rzekł Świdło — i gadaj!
Stary poszedł pod piec, postawił kij i skarbonę podle siebie i tak zaczął:
— Trzeba wasz mościom wiedziéć (boście pono tu obcy), że w naszéj tu okolicy miała posiadłości swe starożytna familia Tęczyńskich,