Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/230

Ta strona została uwierzytelniona.


któréj owo jest jeszcze i teraz zacny potomek jegomość pan podkomorzy wielki, daj mu Boże sukcesa wszelakie. A był to ród cnotliwych i poczciwych ludzi jeden w drugiego! rodzili się wszyscy i wychowywali i wsławiali na świecie bez przerwy, a bez plamy, jakoby jeden człowiek sobie podobni. I był u nich (a jest pono i teraz) zwyczaj taki, iż najstarszy z familii zapisywał dzieje ich wszystkich, sławne a poczciwe czyny każdego; tak sobie podając owę księgę i wczytując się w przykłady, starali się bardzo troskliwie, aby imienia swojego sławę poczciwą utrzymać. I trwało to tak bardzo długo, że nikt na nich plamyby najmniejszéj rzucić nie mógł. Ale Pan Bóg ich w końcu ukarał srodze za to pewnie, iż się doskonałemi sądzili, co człowiekowi słabemu nie godzi się. Urodziła się jednemu z onych panów Tęczyńskich córka, któréj imię dano Dorota: było wielkie wesele z powodu onych urodzin na zamku Tęczyńskich, ale się skończyło wielkim smutkiem, gdy wezwany uczony jeden (niektórzy prawią, żd żyd jakoby) w gwiazdy jakoś tam mądrze popatrzywszy, przepowiedział, iż ona Dorota miała być dla swego rodu wielkich nieszczęść przyczyną, potém zasię i zapomnieli o owéj przepowiedni, a dziecko się zdrowo i pięknie chowało. Ojciec tymczasem zmarł, została się wdowa, z wielkiego żalu umarła i ona jakoś w rok potém, a Dorota sierota. Naznaczyli jéj tedy opiekę, wziął ją stryj do siebie, miała już lat kilkanaście, a była, mówią, piękna jak anioł i mądra bardzo, że inne niewiasty dziwiąc się jéj rozumowi, mówiły o niéj, jakoby jéj ten wielki dowcip na złe wyjść musiał, gdyż go miała nie wedle płci swéj i wieku — nie inaczéj chyba za sprawą złego ducha.
Tu się stary przeżegnał i splunął.
— Prędko jakoś zjawił się bogaty pan, powinowaty Tęczyńskich (ba tego samego, mówią, herbu), który jął się starać o posażną pannę. Jak to u nas stary zwyczaj, ów pan przez stryjów i opiekunów o pannę jął chodzić, bo oni mieli sami prawo wydać ją za mąż. Zaraz tedy dała się słyszéć Dorota z tém, iż go nienawidzi i nie pójdzie za niego, kiedy się o jéj łaskę nie starał, tylko ją jak bydlę targował. A już podobno miała jakąś miłość w sercu. Doszła zuchwała mowa uszu stryja, który jak wszyscy Tęczyńscy gwałtowny i impetyk był zakaty; uwziął się tedy wydać Dorotę, nie tyle z dobréj woli dla starającego się o nią, jak, by pokazać, że na swojém postawi.
Z początku trzymała się dobrze panienka, ale gdy klasztorem jęli straszyć, a różne na nią sposoby wymyślać, tak ją w końcu pożyli, że dała pierwszeństwo owemu panu, zaklinając się wszakże, iż potrafi się pomścić. Ale mało baczono na te niewieście odgróżki i wesele odbyło się. Historye o niém powiadają, których waszym