Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/238

Ta strona została uwierzytelniona.


skończył to wszystko do dziesiątéj i już spojrzawszy na zegar, liczysz sobie cztery godziny wolne, bo ledwie spoczniesz o drugiéj. Ale w téj chwili, jakże nie pomówić z biedną żoną, która cały dzień w milczeniu strawiła, nad robotą i książką, jak nie pobawić się z dziecięciem, które ku tobie rączki wyciąga! — Tak prędko biegną godziny! północ, ucichło, wszyscy spać idą — godzina pracy. W tém czujesz, jak całodzienną wrzawą, niepokojem, rozdrażnione nerwy drgają w tobie, jak głowa ci się płomieni, jak oczy pieką, krew wre po żyłach — siadasz i wstajesz i padasz bez modlitwy na łóżko, bo ci sił nie stało!
Ciągle chciałeś coś zrobić — a jednak nic nie zrobiłeś, dzień przeszedł! tyś dzień bliżéj grobu, a dzień ten minął nie zapisany w księdze życia. Niepodobna! niepodobna! zrywasz się, oblewasz się wodą, chłodzisz się powietrzem i siadasz do pracy. Bardzo jednak wątpię, żebyś co dobrego napisał!
Nazajutrz przychodzi poczta. Dzień cały zajmie ci czytanie pism peryodycznych, nadeszłych ksiąg, gazet, listów! — A! listów, na które odpisywać potrzeba, a bywa ich dziesięć, piętnaście — i więcéj! Dodawszy listy gospodarskie, przyjacielskie w interesach i familijne, sformuje to jakich dwa tysiące półarkuszy do napisania w rok. Tymczasem jednak siadasz tylko czytać. Już i to robota. A naprzód wpada ci do rąk gazeta z Warszawy, opieczętowana, nadesłana bezimiennie; jest to ekstra-pocztą wyekspedyowana zjadliwa recenzya. Wyrachowano wybornie, aby nie zawieruszyła się na poczcie i jak najprędzéj cię doszła.
Jakkolwiek kto jest oswojony z rozumnemi i nierozumnemi recenzyami (a ja spodziewam się, jestem bardzo, bo mnie ostatniemi karmią nie żałując) — zawsze to pewna, że smutne wrażenie robi zjadliwy pocisk. — Jeśli jeszcze nie widzisz sensu, prawdy, znajomości rzeczy, tylko szczerą złość, litość cię bierze nad bezimiennym głupcem, ale cię boli uderzenie. Popsuty humor, co gorzéj, rodzi się na jakiś czas niechęć do pracy, zrażenie, odpada ochota — radbyś wszystko porzucił! Ale zaprzężony koń nie zrzuca szlei, choć mu boki obciera. — Czytasz daléj — listy z komplementami — nudna potrawa, która wcale nie osładza goryczy głupieli recenzyj — listy z wierszami! Uchowaj nas Panie! ciężkie to listy! Jednakże, aby nie zawieść położonego zaufania, potrzeba odpowiedziéć. — Listy z prośbą o radę literacką — trzeba dać radę. — Listy z wymówkami, trzeba przyjąć wymówki. — Listy z reklamacyami — trzeba wrócić temu literę a tamtemu półtoréj opuszczonéj gdzieś wypadkiem. Listy z poznajomieniem się — trzeba podziękować — a koniec końcem — na wszystko odpisać. Aby się prędzéj zbyć z głowy ciężaru, siadasz i piszesz półtora dnia; jedzie na pocztę