Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/261

Ta strona została uwierzytelniona.


pan interesa robił, pogadałem ze szlachtą, czekając na niego w sieniach. Wszystkim był winien: temu dwa, temu trzy tysiące złotych — Dobrze, myślę sobie, tanio przeda, potrzebuje pieniędzy.
Zawołali mnie do pokoju, pokłoniłem się do ziemi, jasny pan paląc fajkę chodził po pokoju, w boki się wziąwszy.
— Czego chcesz? — spytał mnie.
— Może jasny pan wódkę przeda?
— A masz pieniądze?
— Kto bez pieniędzy kupuje?
— Wiele chcesz?
— Choćby i trzy tysiące garncy?
— Po czemu dasz kwartę?
— Po czemu jasny pan chce?
— Ja nie lubię długo gadać, po srebrnym groszu.
— To nie może być. — Kto słyszał taką cenę, niech jasny pan powie sprawiedliwą cenę, ja się nie będę długo targować.
— Ostatnia cena po 6 groszy, chcesz bierz i pieniądze zgóry na stół.
Mnie coś piknęło i powiedziałem połowę pieniędzy.
— Niech połowę — rzekł pan — po sześć groszy.
— Po cztery. — I targ w targ, kupiłem po pięć, a wódka już dochodziła do dziesięciu.
Zawołali jakiegoś młodego, kontrakt pisać, a ón wszystko swemu panu coś poszeptywał z cicha, a pan jemu mówił:
— Pisz waćpan i kwita.
Siadł pisać i uśmiechał się i głową kiwał. Ja nie wiedział, co to miało znaczyć i pieniądze liczyłem na stole. Wziąłem próbkę, kontrakt i pojechałem. Wódki nie przedałem zaraz, bo spodziewaliśmy się, że więcéj jeszcze pójdzie w cenę. Ja sobie siedzę spokojnie, aż tu pierwszy termin transportu przychodzi, a wódki niéma. Już ja niespokojny, na wózek jadę. Przyjeżdżam, pana niéma, komisarz się śmieje i powiada: niéma wódki.
— A pieniądze? — zawołałem.
— Niéma pieniędzy.
— A co będzie?
— Nic nie będzie.
Ja w krzyk, a oni wzięli mnie i za drzwi.
— Jedź — rzekł komisarz — bo oberwiesz po grzbiecie.
— Oberwiesz po grzbiecie za swoje pieniądze, a wéj! — Ja w krzyk, do miasta po radę. A wszyscy mi mówią: zła sprawa, kontrakt nie ważny, ten pan wódkę sprzedał dawno. Musisz albo czekać do przyszłego roku, albo wszystko stracić może. Ja się tak rozchorował, że leżałem dwa tygodnie bez pamięci. Co to stra-