Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/292

Ta strona została uwierzytelniona.


— To co? — spytała Kasia.
— Pani będziesz tak okrutną!
— A chciałżebyś pan, żebym się dla niego poświęciła, kiedy ja ani go kocham, ani myślę się za mąż wybierać!
Kawaler, który nie pojmował, jak można było go nie kochać, zaperzył się, wstał, otrzepał z pyłu kolana, udał rozpacz i pojechał. Matka załamała ręce, bo to była partya doskonała, ojciec wpadł z furyą na biedną Kasię, ale ona z uszanowaniem, a stale odpowiedziała im:
— Ja nie pójdę za mąż!
— Oszalała! — powtarzała matka.
— Dlaczego? — spytał ojciec.
— Dlatego, kochany ojcze, — odezwała się Kasia — że nie widzę w małżeństwie szczęścia nigdzie, nie stworzoną jestem do ulegania i za niczyje szczęście odpowiadać nie chcę.
Ojciec wielkie oczy otworzył.
— Patrzcie, jak rozumuje! — mruczał — ledwie to od ziemi odrosło, a już ma swoję wolę!  
Niepodobna było zawrócić starającego się jegomości, który nadzwyczajnie czuł się obrażonym, że panna go kochać nie chciała i śmiała mu to w żywe powiedziéć oczy: dali więc rodzice pokój na ten raz Kasi, a ona po swojemu zajęła się domem jak wprzódy.
Może téż pomiarkowali się, że ciężko-by im było obejść się bez niéj, tak im była w domu potrzebną; chwilki to nigdy nie spróżnowało, nie posiedziało momentu, a przy pracy tak się jéj wesoły humor trzymał, że po piosence słychać ją było wszędzie w domu. Odezwała się śpiewka, mówiono napewno — to Kasia! Wszyscy się nią posługiwali, ojciec, matka, siostry, bracia, słudzy nawet i wszyscy ją lubili, choć nikomu prrócz rodziców nie szczędziła prawdy.
Proszona czy nie, mówiła śmiało w oczy każdemu, co myślała, a broniąc nieobecnych gorąco, równie téż żwawo wypowiadała im choćby gorzką prawdę.
Tymczasem rok za rokiem reszta córek wyszła za mąż, jak się udało, a Kasia, która swoich starających się odsyłała do sióstr, została sama jedna przy rodzicach i braci. Ojciec powoli się rujnował, przyszłość coraz stawała czarniejszą, wioska wisiała na włosku, bo ją już z publicznego targu sprzedawać miano; gdy matka Kasi, zagryzłszy się ciągłym niepokojem, umarła.
Wkrótce potém ojciec z rozpaczy, jak mówiono, choć kąta prawie nie miał, choć obsadzony rodziną, choć siwy i niedołęga, wynalazł sobie jakąś ubogą panienkę i ożenił się. Przybyła macocha w wieku prawie Kasi; ujrzawszy ją w domu i przewidując w niéj czujnego nieprzyjaciela, postanowiła ją wyprawić za mąż czy na