Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/296

Ta strona została uwierzytelniona.


gdy niespodzianie brat chorować począł, wpadł w suchoty i choć najtroskliwiéj pielęgnowany, po roku cierpienia, umarł.
Dzieci nie mieli, została wdowa z Kasią same jedne w pustym dworze.
— Gdzieś to było przeznaczenie moje — odezwała się stara po dwóch miesiącach żałoby — żebym trzeci raz za mąż poszła!
Kasia otwarła czarne oczy pełne podziwu.
— A tak — dodała smutnie wdowa — co sądzono, tego człowiek nie uniknie, kiedy mi to nawet cyganka przepowiadała!
Spełniła się cygańska przepowiednia, niestety, jakiś dawny zbrakowany konkurent, dobrze zakonserwowany jeszcze i nieźle wyglądający, zgłosił się o rękę dziedziczki, niedługo się namyślając, westchnęła i dozwoliła mu miéć nadzieje, byleby się choć o cztery konie do koczyka postarał.
— To dobry człowiek — odezwała się do Kasi, gdy odjechał — i nie pijak, choć na niego ludzie gadają może... ale to nie prawda! A przytém to już taki sądzono!
Poszła wdowa za mąż, Kasia została przy niéj, ale niedługo postrzegła się, że jegomość cichaczem czułe wejrzenia ku niéj rzucać począł. Za pierwszém słówkiem odcięła mu się ostro, ale widząc, że uparty, pod pozorem zatęsknienia do familii, mimo nalegań dawnéj swéj bratowéj, by została, ruszyła do siostry.
Siostra starsza poszła była za rządcę znacznego majątku i mieszkała z nim o mil dziesięć, w zapadłém Polesiu. Mąż jéj dobre człeczysko, ale hulaką, nie bardzo domu pilnował, a że mu się lepiéj wiodło po biedzie, któréj zaznał za młodu, aż nadto puszczał sobie cugli. Żyli państwo oboje bez jutra, choć na jutro czekało czworo dziatek. Kasia przyjechała do nich właśnie jakoś na suty bal, który w zapusty dawano dla sąsiedztwa, bo pan rządca niezmiernie się wysoko nosił i chciał koniecznie stać na równi z podpankami, co go otaczali — a rzecz nie była trudna. Kwaśno więc ją i tu przyjęto zajeżdżającą lichym wózkiem i ubraną bardzo skromnie; zwłaszcza, że sam pan często gęsto rozpowiadał o famili swéj żony, jako o bardzo znakomitéj i możnéj rodzinie. Zapchnięto Kasię do kąta prosząc, żeby się nie pokazywała, a siostra, która już była od męża przejęła dumę, wystrojona i obwieszona łańcuchami, ledwie ją raczyła przywitać. W domu puszczono odgłos, że to daleka tylko krewna powinowatych... lub coś podobnego, ale najmniejszéj rzeczy nie siostra, a Kasia śmiejąc się dała słowo, że z pokrewieństwem się nie wyda.
— Słuchaj no, moja Julko — odezwała się nazajutrz do siostry — kiedyście tacy śmieszni, że się ubogich krewnych wstydzicie, róbcie,