Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/297

Ta strona została uwierzytelniona.


jak wam lepiéj, ale ot dajcie mi czém się zająć w domu, jakie zatrudnienie, bylebym nie próżnowała.
Julka miała dwie córeczki, Kasia wzięła je pod swoję opiekę i jakoś prędko przypomniawszy, czego się uczyła na pensyi, poczęła wyłącznie niemi się zajmować. Doskonale się to trafiało i rządcy, który dla pokazania się pragnął miéć guwernantkę, i Julce, która wolała bawić się niż dzieci pilnować. A córeczki tak się przywiązały do téj, któréj ciocią pod najsroższą karą nazywać im nie było wolno, że dla nich jak z nieba spadła. Kasia potrosze przypomniała z książek, czego już trochę zapomniała w biedzie, a że dzieweczki były pojętne, a jegomość na wychowanie nie żałował, bo się niém musiał chwalić, szło tedy jak z płatka.
Skarb to był w domu taka siostra; i wkrótce się téż na niéj wszyscy poznali, uczuwszy, jak z nią dobrze i spokojnie było, jak połagodniały i wyludniały dzieweczki, a przyuczać się zaczęły. Zyskała powierzchowność ich nawet, aż poładniały pod tą nową serdeczną opieką. Nie było téż źle i pannie Katarzynie, choć jéj się do pokrewieństwa przyznawać nie dozwolono, zaledwie daleką jakąś mianując kuzynką; i byłaby tu siedziała, gdyby nie los, co ją na próby zda się pędzał z kąta do kąta, zrywając dachy domostw, pod które się schroniła. W rok po przybyciu jéj do domu Julii, rządca ów, który tak szumiał i już na pana patrzał, nagle padł z wysokości najniespodziewaniéj. Wykryły się jakieś nadużycia w majątku, zaszły skargi, pokazały regestra, zjechali rachmistrze, płacz i lament rozległy we dworze, a ostatecznie w kasie zabrakło kilkunastu tysięcy rubli!
Sceny najprzykrzejsze nastąpiły nagle po balikach i podwieczorkach, niedostatek bez przejścia, bez stopniowania zajął miejsce zbytku. Julia z mężem po zabraniu wszystkiego, co mieli w remanentach, musiała na nędznym wózku ruszyć do miasteczka, gdzie eks-rządca rozpoczął o żebraninie prawie nieskończony proces przeciw dawnemu swemu pryncypałowi. Kasia przywykła do nieszczęścia, przywiązawszy się do dzieci jéj powierzonych, pojechała z niemi; ale tu państwo szwagrowstwo nie mogli już ani jéj mieścić, ani utrzymać; potrzeba było szukać znowu kąta i chleba.
Kilkaset złotych, które miała od Julii Kasia oddać musiała siostrze, widząc ją w ubóstwie i nagłéj potrzebie, nie zostało jéj nic nad stary zegarek matki jeszcze, parę kolczyków koralowych i srebrną tabakierkę. Zawinąwszy to w chusteczkę, poszła rankiem do kościoła, pomodliła się i udała się do złotników, by sprzedać ostatek i nająć gdzie izdebkę.
Szczęściem dla niéj u złotnika właśnie spotkała się z dawnym znajomym, widywanym u brata, zamożnym obywatelem, który dla