Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/303

Ta strona została uwierzytelniona.


— Serdecznie panu dziękuję — rzekłem, oddając grzecznością za grzeczność, ale mi nic już nie potrzeba, posłałem ludzi z przewodnikiem do kowala, spodziewam się, że poprawka około osi nie zabawi długo!
— Zawsze godzin kilka! — rzekł nieznajomy — a co przez ten czas robić w nudnéj karczmie zamkniętemu między czterema ścianami? Staropolskie nasze zwyczaje gościnności upoważniają mnie prosić pana do dworu.
Tu mi się zaprezentował, jako gospodarz, ja mu wzajemnie, a żeśmy zaraz po nazwiskach poszedłszy, dopytali się jakichś familijnych stosunków nawet — bo któż u nas nie koligat! — musiałem przyjąć zaproszenie do dworu.
Szczęściem gospodarz był sam jeden, żona w dalekiéj podróży i mój surdut letni uszedł na te niespodziane odwiedziny.
Poszliśmy więc powoli, z sobą rozmawiając, do dworu. Zaraz na wstępie uderzyły mnie przy pierwszych wrotach prześliczne kwiatów klomby, krzewy egzotyczne pielęgnowane starannie i mnóstwo drzewek i roślinek, przy których stojące na straży numery zwiastowały upodobanie w botanice lub ogrodnictwie.
— Zapewne to zajęcie pani dobrodziejki — rzekłem wskazując na kwiaty.
— Tak, żona moja dosyć je lubi, ale... ale, to raczéj moje niż jéj wychowańcy, jestem bowiem zapalonym miłośnikiem ogrodu i Flory.
I dowiódł tego więcéj jeszcze uczynkiem niż słowy mój towarzysz, bo postrzegłszy robaczka na gałązce jakiéjś krzewiny rzucił się ku niemu, prawie zapominając o mnie.
— Za pozwoleniem — rzekł — kwiaty potrzebują ciągłego oka, baczności, pielęgnowań nieustannych, a naszym ludziom niepodobna wlać zamiłowania ich... Pracują z musu, niechętnie, bez przejęcia się, bez namaszczenia, bez zapału!
To mówiąc gorąco się rzucił ku krzaczkowi i począł żwawo liszki z niego opędzać.
— Otóż po pączkach! — zawołał — pierwsze, największych nadziei, najsilniejsze, najpiękniejsze, z których się chciałem dochować nasienia, przepadły! Znowu rok stracony! Ani jednego, ani jednego, to prawdziwe nieszczęście!
Postaliśmy chwilkę, nim przyszedł ogrodnik, nim mu gospodarz mój wyłożył traktat cały o wygubianiu owadów, teorye francuskie, praktykę niemiecką, doświadczenia angielskie i sposoby domowe, nareszcie posunęliśmy się parę kroków daléj.
Ale na drodze pełno było kwiatów, musieliśmy się znów przy nich zatrzymać. Amfitryon z największą uprzejmością pokazywał