Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/310

Ta strona została uwierzytelniona.


I tak wszędzie, i tak wszystko, jak u pana Jerzego, dziś kwiatki, jutro Elzewiry, pozajutro sukiennia, a naostatku nic. W kraju, którego większość niéma tyle siły, by w sobie charakter stalszy wyrobić, pytam na co rachować można? Co do mnie lękam się każdego przedsięwzięcia literackiego, naukowego, i we wszelkiéj innéj sferze, które tylko wytrwania wymaga. U nas co tylko nie kończy się na jednym tomie i na doraźnéj czynności, musi się skończyć zawodem. Ziewanie zamyka wszystko.
— Za surowy może jesteś — rzekł mój przyjaciel — chociaż jest coś prawdy w słowach twoich, dla mnie nie nowych, bom je i z ust i z pod pióra twojego kilkakroć powtórzone słyszał.
— Powtarza się — westchnąłem — powtarza, co leży na sercu! a mnie nic jak to nie uciska. Nie mogę nie przyznać, że z wielu względów jesteśmy ogólnie biorąc najobficiéj od Boga udarowani, nie brak nam ani talentów, ani pomysłu, ani szlachetności, ani gotowości do ofiar, jednéj woli wyrobić w sobie nie umiemy. Skąd to poszło? Oto z utraty wiary. Tak jest, jedna tylko wiara i wpływ jéj uczy kierować wolą i wykształca ją; w miarę jak kraj utracał religijne swe przekonania i charakter jego nabierał téj niestałości, co go dzisiaj znamionuje. Spójrzmy w dzieje, jawny tam ten paralellismus, i niepodobna nie widziéć w braku religijnych zasad pierwszéj przyczyny złego, jakie nam brak wytrwania wyrządza.
Nie łacno może ukazać w krótkich słowach, jak dalece skutek ten jest wypływem nie innéj, a wyłącznie téj tylko przyczyny, ale tak jest. Od trzpiotowatych monomanij pana Jerzego do tego wniosku ostatecznego, który wyprowadzam, przestrzeń ogromna, a przecież, przecież! pan Jerzy jest dziecięciem tych niewidzialnych rodziców, jak my wszyscy... Że ta niestałość, ta wybuchliwość nigdy dawniéj nie piętnowała nas, na to dowody są w dziejach; żeśmy przestając być chrześcijanami w duchu, głębi i istocie, przestawali zarazem być ludźmi charakteru, to dla mnie pewnik.
— Trochę paradoksujesz — rzekł mój sąsiad.
— Nic a nic, pomyśl, przypatrz się, a osądzisz sam. Tylko głęboka wiara jakaś dać może człowiekowi charakter, nie mówię tu wyłącznie o katolicyzmie, choć dla mnie on stoi na czele, ale wogólności o silném przekonaniu religijném. Ludzie wielcy, potężni wolą, co życiem całém kieruje do jednego celu, wszyscy mieli wiarę. Narody silne nią się odznaczały, z utratą, z osłabieniem nawet zasad religijnych charakter indywidualny ulega téj zmianie, któréj maluczką i niewiele znaczącą próbkę na panu Jerzym widzimy.