Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/313

Ta strona została uwierzytelniona.


niedołężna... O! żyłem, śniłem, cierpiałem, pragnąłem, pracowałem, a dziś gdy się tak wiele przeżyło i prześniło, przecierpiało i przepracowało, nie potrafię powiedziéć, czy warto żyć było.
Chcę jednak wyśpiewać pieśń nie mojego życia, która pyłkiem będzie tylko, bom i ja w świecie pyłkiem był zaledwie.
Stańmyż, — oto kolebka — zagadka! Widzicie, na świat przychodzi dziedzic świata, człowiek; z jaką go witają radością, jakiemi mu sypią życzeniami! Jakby sami byli szczęśliwi, jakby kiedy spełniły się ich życzenia!
Jedna tylko, matka jedna, wita męczennika łzą na oku, a łza to prorocza, co przepowiada cierpienia, co pierwszym chrzestem boleści obmywa dziedzica ziemi...
Srebrna kropelka błogosławieństwa i wieszczby spadła na rumianą skroń, a z nią wielka, tajemnicza siła; dziecię dotknięte nią drgnęło, poruszyło się, uczuło już może ból, który ją zrodził, i błogosławieństwo, które niesie z sobą... Łza to święta — chrzest to pierwszy.
Ojciec się zbliżył i zapłakał także; ale łza jego, łza męska, łza owoc myśli nie serca; poleciał duchem w świat i przyniósł zeń tę łzę, równie proroczą, ale chłodną. Tamta spłynęła na pierś dziecięcia — ta mu oblała głowę i znowu poruszyło się przeczuciem... Był to chrzest drugi, chrzest boju, jak pierwszy był chrztem miłości.
Inni zamiast łez przynieśli słowa i posypali niemi kolebkę, jak szeleszczącemi liśćmi suchemi, które jesień zwarzyła.
I spadły słowa, jedne jak martwe liście, a inne jak muchy z brzękiem przeleciały ponad kolebką, zaszemrały, uciekły i pochowały się zaraz... Słońce życia wywiedzie je kiedyś znowu z kryjówek, znowu przylecą i odlecą znowu, kołysze się, kołysze kolebka dzieciny.
A razem z pieśnią piastunki, słychać już nad nią, nad dziecięcia głową, wiele krzyżujących się głosów... Posłuchaj sercem zdaleka, bo je sercem tylko schwytać można, jak do snu kołyszą, jak niemowlęciu śpiewają jego przyszłością.
Zdala, zdala, dochodzi najprzód głos wojny.
Z pól krwawych śmierci, przebiegają jęki bólu i boleści, i wpadły mu w ucho, aż się wstrząsnęła dziecina, i płacze i kwili... Czegoż ty płaczesz, dziecino? pyta matka. — Jakiś je szelest przebudził! — odpowiedziała piastunka, śpiewa i kołysze.
Nie szelest sen mu przerwał, ale bój i mordy, bo ucho dziecka wszystko jeszcze słyszy, wszystko, co się po świecie dzieje, ono jeszcze nie oderwało się od ludzkości, nie odcięte od niéj,