Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/341

Ta strona została uwierzytelniona.


wał jak u Jowisza piorunującego. Zresztą nie był on ani piękny, ani odrażający, twarz miał typu surowego, zamyśloną, coś w niéj było napoleońskiego; ucho małe, nogi i ręce kształtne, ale postać jego niknąca łatwo w tłumie, za zbliżeniem się do niéj nieopisane czyniła wrażenie, zwłaszcza gdy się go raz pierwszy spotkało. Ciągnął za sobą oczy; chciało się go śledzić i zgadywać, czując, że pod tą zimną maską spoczywa jakaś wielka tajemnica psychologiczna.
Jątrzyło to témbardziéj, że mimo największych zabiegów i łatwości poznajamiania się, jaka zwykle towarzyszy koleżeństwu akademickiemu, nikt go, prawdę powiedziawszy, bliżéj nie znał. Zjawił się na niższych kursach, uczęszczał na nie czas jakiś, potém najdziwniéj zmieniał przedmiot swych studyów, brał inny, chodził pilnie i notował, pracował, a po pewnym przeciągu czasu, przerzucał się wkrótce do nowego i najmniejszego z nim nie mającego związku.
Znać, że i profesorów fizyognomia jego uderzać musiała, bo Capelli często się do niego ze swemi dowcipami na prawie rzymskiém obracał, na które on ledwie półuśmiechem wątpliwego znaczenia odpowiadał, inni jakby mimowolnie pociągani siłą jakąś, kierowali do niego tłómaczenia, objaśnienia, a czasem nawet pytania. On rzadko się odzywał, choć znać było, że dobrze, o co chodziło, rozumiał; trafiało się jednak, że sam proprio motu zainterpelował nauczyciela i niepospolicie go zawsze zagadnął, tak, że z trudności, o któréj rozwiązanie z udaną naiwnością prosił, mistrzom się nawet trudno było wywikłać. To wszystko dawało o nim ogromne wyobrażenie, ale ilekroć kto z nas chciał się doń zbliżyć, uśmiechnął się pogardliwie niemal, ruszył ramionami, rzucił ledwie słowo i zaraz uciekał jak od powietrza...
Daliśmy mu z wypadku przezwisko Abracadabra... Był bowiem czas, że chodził na medycynę, i gdy o febrach przepuszczających była mowa, a profesor szeroko nam historyę pojęć téj choroby wykładał, sposób leczenia jéj w dziełach najdawniejszych medyków, przed odkryciem specyfiku chiny, czytając mnóstwo formuł średniowiecznych, nasz Iwon, wysłuchawszy go z wielką uwagą i seryo, odezwał się w końcu, że pan profesor opuścił jeszcze jeden bardzo ważny sposób kurowania feber za pomocą papierka, na którym wypisywano mistyczny wyraz Abracadabra, dając go zażywać choremu, co najupartsze febry leczyć miało.
Trudno odgadnąć, w jakiéj intencyi to dziwactwo przytoczył, ale gdy usiadł odezwawszy się z tą niedorzecznością, śmiech ogólny obudził, a profesor choć śmiał się także, jakoś niesmacznie i półgębkiem.