Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/343

Ta strona została uwierzytelniona.


zmienił na antybkę i stambułkę, z któréj kurząc wagsztaff zasiadał w oknie z powagą sułtana. W tém oknie wisiał barometr, druga namiętność poczciwego Wiganda, bo codzień bawił się jego zmianami i przepowiadał zeń bodaj swéj kucharce, czego się można było nazajutrz spodziewać.
— A co panie Wigand, spada barometr? — spytałem go, kłaniając mu się w przechodzie obok kamienicy.
— Ni! ni! ni! Ani włos! do góra stępuje!
— Czyż być może?
— Na mój honor! do góra!
— Więc będziemy mieli pogodę?
— Będziemy mieli pogoda... nic pewnego (zamiast nic pewniejszego, zawsze się tak wyrażał pan Wigand, nie domyślając się wcale omyłki.) Było to polskie przysłowie Niemca, często je powtarzającego.
Zatrzymałem się przed oknem.
— Jak to miło — rzekłem — wiedziéć tak naprzód wolę bożą i być pewnym, że za kołnierz nie kapnie! Ot, gdybyś pan miał parę izdebek próżnych, dla pańskiéj konwersacyi i barometru gotówbym się doprawdy przenieść do pana...
— Ho! ho! — uśmiechnął się z wyrazem uradowania, nieco poruszając szlafmycę. — Nie prawda! barometr, to jest wielka satysfakcya.
— Bardzo wielka!
— Bardzo miłe zajęcie czasów!
— Niezawodnie, panie Wigand!
— A co pan myślisz? właśnie i stancya u mnie może być wolna?...
— Gdzie?
— Tu na dole...
— Doprawdy? któraż?
— Jak ten mruk umrze...
— Jaki?
— Jaki? A wasz kolega Drag.
— Cóż to? czy chory? — spytałem niespokojnie.
— No nie, że on chory — rzekł — ale głupi... Bardzo regularny człowiek, niéma słowa, prowadzi się dobrze, ale... — pokazał na głowę — ćwieka ma!
— Cóż mu jest?
— Kto go tam będzie wiedziéć? jak zachorował, zamknął się i nikogo do siebie nie puszcza... dyabli go wezmą, bo ciężko chory, będzie kłopot z pogrzebem.
— Jakto? nikogo przy nim, ani sługi, ani przyjaciela?