Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/390

Ta strona została uwierzytelniona.


Wszystko, co może przecierpiéć człowiek, przebyła; zdawało się, że nic dla niéj nie pozostało na dnie kielicha goryczy; opuścili ją rozpędzeni krewni, osamotniała, jednę dziecinę porwał anioł i przeniósł do niebios zawcześnie, nie miała przyjaciół, a prześladowcę zawsze u boku. Patrzałem na każde poruszenie jéj serca, na uśmiech omdlałe rozjaśniający wargi, i z uczuciem poszanowania schylałem głowę przed tą istotą, tak nieznaną, a tak wielką.
— Oto jedna z istot — zawołał anioł — jakich na okręgu ziemi kona co chwila tysiące; nikt ich imion nie wie, nikt grobu ich nie zna, a nikt prócz Boga nie policzył, co cierpiały. Wśród tłumu obojętnego ziemi towarzyszami ich anioły, opieką ich święci, a gdy wylecą z powłoki, wprost idą spocząć na łono ojcowskie, u tronu wiekuistego spokoju. Królestwo ich nie jest z téj ziemi. Pojmujesz-li, dlaczego cierpiały?... aby się nie pokalały ziemią, aby się nie przywiązały do niéj, aby się oderwały od żywota i rozpromieniły ofiarą, obmyły łzami na ucztę nieśmiertelności. Daj im szczęście ziemskie, a zabijesz ich i upokorzysz, słabi ulegną mu i upadną, dolina próby będzie dla nich przepaścią zatracenia. Boleść jest dla nich lekarstwem i zbroją.
Mówił, a jam płakał po cichu jako dziecko ziemi, które okiem wyżéj podnieść się nie umié, a liczy tylko chwile znikome i razy poniesione i krew sączącą się powoli — bolałem nad tém, co było zbawieniem dla męczennicy, bom inaczéj nie mógł. Słaby nie podniosłem się jeszcze nad wyziewy doliny, z którą łączyło mnie ciało, i oko ponad nią nie sięgało wyżéj. A gdy mgły rozbiegły się znowu i nowy obraz okazał się oczom moim, drżałem jako woda w strumieniu, obawiając nowego widoku męczeństwa, gdy i tak przesycona niém była dusza moja.
I dano mi było po tych dziejach próby, ujrzéć godzinę wyzwolenia godową wybranéj istoty. Chwila jéj ostatnia odpowiadała życiu, łoże samotne cisza i pustki otaczały, dzieci sen zmorzył, a ona ich budzić nie chciała dla pożegnania, czuła śmierć odrętwiającą powoli. Piękność jak szata oblubienicy okryła oblicze jéj białe, czyste, pogodne... modliła się, modliła za dzieci stojące nad przepaścią, nad któremi Boga i aniołów widziały jéj oczy. Jeden kapłan starzec czuwał u wezgłowia z torebką podróżną, w któréj przyniósł jéj... ciało Pana; jedna lampa gorzała w kątku, męża jéj nie by!o... pociągnął go świat i powiedział sobie odchodząc, że ona nie umrze, że udaje chorobę, aby go odciągnąć od zabawy.
Anioł i kapłan byli przy niéj, przez otwarte okna uśmiechała się wiosna, dochodził śpiew słowika, woń bzów dokwitających,