Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/454

Ta strona została uwierzytelniona.


sające w ziemię, oznaczały miejsca spoczynku biedaków. Gdzieniegdzie i tu zielenił kwiatek, oparłszy się słońcu, które tu silnie dopiekało.
Tuż po-za murem cmentarza, za ziemią święconą, kawałek gruntu oddzielić musiano dla tych nieszczęśliwych, co samobójstwem skończyli i społecznego obowiązku nie spełnili, dźwigania ciężaru do chwili ostatniéj. Dawniéj samobójstwa rzadkie bardzo były, starszych téż mogił tu nie spotykałeś, ale trzy nowe tylko, dwie kamieniami dzikiemi oznaczone, jednę nagrobkiem bez nazwiska. Wszystkich trzech samobójców historye były nam dobrze znane, wszyscy trzej w kwiecie życia zerwali z niém samowolnie. Ostatni był nawet człowiekiem wielkich zdolności, ale i namiętności wielkich, — w chwili szału miłosnego bez nadziei, roztrzaskał sobie głowę, która się mogła pochylić z pokorą przed ręką przeznaczenia i dźwigać koronę cierniową.
U wrót cmentarza, mieszkała grabarza rodzina, a że się ze wszystkiém na świecie, nawet z nieustannym śmierci widokiem oswoić można, Hornosz i jego dzieci żyli tu niegorzéj jak ludzie w mieście. Mały ogródek mieli przy domku, a w dnie letnie dzieci Hornosza tak się wesoło bawiły w ciuciubabkę wśród nagrobków, jakgdyby w najweselszym salonie.
W roku 186. zmarł przybyły do miasta z młodą żoną, chory na suchoty pan Zrobek. Był on doktorem i najlepiéj wiedział, że choroba jego jest nieuleczoną. Siły już nie miał wybrać się na powietrze cieplejsze, któreby mu przynajmniéj życie przedłużyć nieco mogło. Żonaty od lat zaledwie dwóch, rozkochany w żonie, kochany przez nią, zgasł na jéj rękach, dobry i powszechnie żałowany człowiek. Żal po nim pięknéj pani Salomei był tak gwałtowny, iż życiu jéj zagrażał. Ucięte włosy prześliczne rzuciła mu do trumny, oderwać jéj od ciała nie było podobna. Po pogrzebie odnieść ją gwałtem musiano od mogiły. W kilka miesięcy miała przecież siłę sama się zająć grobowcem ukochanego. Ponieważ Zrobek znaczny majątek zostawił, pani Salomea z Karary wypisała z białego marmuru monument z postacią alegoryczną gieniuszu, który gasi pochodnię życia. Oprócz niego piękny medalion rysy zmarłego uszlachetnione przez artystę przedstawiał.
Wdowa zakupiła znaczną przestrzeń gruntu, wymurować kazała grób obszerny, w którym sama odpocząć zamierzała. Założyła ogródek, posadziła drzewa. Wszystko to było obwiedzione kratą żelazną, a od drzwi jéj ona sama tylko klucz miała. Z wiosną codzień widziano ją przychodzącą tu z książką, z robótką i na kamiennéj ławce przesiadującą godzinami, często do późnéj nocy.