Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/456

Ta strona została uwierzytelniona.


ktoś widziéć ją może i lękała się ludzką a słabą w sobie odkryć stronę.
Taką po raz pierwszy, poszedłszy za pogrzebem ubogiéj krewnéj, zobaczył ją pan Władysław... Wprawdzie widywał ją razy już kilka zdaleka, znał jéj historyę, lecz po raz pierwszy uderzyła go nadzwyczajną pięknością swoją. Pani Salomea znalazłaby była nie jednego, ale mnóstwo wielbicieli, gdyby sposób jéj życia ich nie odstręczał, wiedziano téż, że z takim żalem i stałością walczyć było niepodobna. Pomimo to Władysław tak się uczuł pochwyconym i zajętym nią, że pozostawszy na cmentarzu i stanąwszy ukryty za grobowcem jakiegoś kanonika, godzinę w kontemplacyi nieméj pozostał. Kobieta wcale nie wiedziała, że jest szpiegowaną. Podlewała kwiaty, krzątała się około ogródka, nie zwróciła nawet oczu na to, co ją otaczało. Do późnego wieczora przebywszy tak na upajaniu się wdziękiem pani Salomei, Władysław powrócił do domu rozmarzony. W pierwszéj chwili nie mógł nawet mówić o czém inném, tylko o pięknéj wdowie i wyśmieli go ludzie jako dziwaka i marzyciela. Bronił się téż pono sam temu jakiemuś zajęciu zbyt gorącemu, chciał zapomniéć, ale drugiego dnia wkradł się na cmentarz. Siedział znowu ukryty za grobowcem, przystąpić ani zbliżyć się nie śmiejąc, a gdy wieczorem powrócił do domu — dziwnie był poruszony.
Straciliśmy go jakoś z oczów, bo nikomu się nie spowiadał ze swojéj niedorzecznéj miłości, milczał, ale, jak się późniéj okazało, nie mógł się już powstrzymać, ażeby codzień na cmentarz nie wracał. Szpiegował panią Salomeę.
Jednego dnia dzieci grabarza Hornosza go zdradziły. Starsza córeczka śmiejąc się, poczęła opowiadać pani Salomei, że jakiś młody pan przychodzi codziennie, że im daje po parę groszy, zakrada się za grobowiec i godzinami patrzy na nią, jakby ją szpiegował. Nie mówiąc słowa, wysłuchała wdowa téj denuncyacyi, nie zdawało się to ją obchodzić bynajmniéj. Jednakże w parę dni potém przechadzając się po ogródku, dobrała miejsce, z którego mogła zobaczyć tego zapowiedzianego jéj ciekawca, i nim się Władysław miał czas usunąć, schwytała go oczyma na gorącym uczynku uwielbienia, ale natychmiast na swoję ławkę powróciła, chociaż Władysław przestraszony się cofnął. Z widzenia podobno go znała.
Następnych dni zauważył, że przechadzając się, dosyć gniewnym wzrokiem zawsze rzucała w tę stronę, aby się przekonać, czy był na miejscu. Władysław się ukrywał zrazu, lecz w końcu powiedział sobie, iż bądź-co-bądź zbliżyć się musi, a zatém, choćby był widzianym, taić się nie myśli.