Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/457

Ta strona została uwierzytelniona.


Jednego popołudnia wistocie, gdy pani Salomea zobaczyła go znowu na stanowisku, groźnie spojrzała na niego i zawołała głosem pełnym oburzenia:
— Co pan tu robisz? Co to ma znaczyć? Pan mnie ścigasz i prześladujesz.
Władysław, niespodziewający się zapytania, zerwał się, skłonił i niemal rad, że został połajanym, zbliżył się do ogrodzenia otaczającego ogródek.
— Czy na cmentarzu siedziéć i przechadzać się niewolno? — rzekł. — Pani mi daruje; ja tu mam przyjemność czas spędzać jak pani. Tego mi się bronić nie godzi.
— Wcale nie bronię, rób pan sobie, co chcesz, ale zostaw mnie spokojną.
— Czy naruszam spokój pani?
— Dlaczegoż pan tu koniecznie chcesz siedziéć uparcie? To nie do zniesienia.
— Miałem wysoki szacunek dla księdza kanonika — odparł Władysław — milo mi u jego grobu.
Nie dosłuchawszy tego kłamstwa, pani Salomea odeszła na swoję ławkę i na tém się skończyło. Władysław był niemal szczęśliwy, skrył się, ale — nie ustąpił. Nazajutrz i dni następnych był na stanowisku. Znowu w tydzień spotkali się w bramie cmentarza; Władysław się ukłonił, pani Salomea jakby nie widząc go, odwróciła głowę. Dla niéj wistocie stało się to nieznośném.
Czuła, że ją śledzono i niecierpliwiła się widocznie. Władysław był zakochanym, czy uroił to sobie i uparł się — to pewna, że coraz zajadléj na cmentarz uczęszczał, ale zawsze równie nieszczęśliwie jak w początku. Pani Salomea spotykając go tam, okazywała niecierpliwość, gniew, niemal pogardę. Tak upłynęło parę miesięcy; Władysław wymizerniał i na umyśle nawet zdawał się tą namiętnością dotkniętym, lecz walczyć z nim argumentami nie było podobna.
Zamiast się pomiarkować i poskramiać, zdawał się upierać z zaciętością przy tém, co było niepodobieństwem.
Znowu jednego jesiennego poranku, gdy nikogo na cmentarzu nie było, pani Salomea u wnijścia spotkała Władysława, spojrzała nań z gniewem.
— Pan uparłeś się, widzę, ażeby mi i tak smutne zatruwać życie. To prawdziwa męczarnia — odezwała się do niego.
Władysław nie umiał odpowiedziéć.
— Mogłeś się pan przecież przekonać, że całe to prześladowanie gniew tylko i wstręt wzbudza we mnie.