Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/477

Ta strona została uwierzytelniona.


48.  Dawny palestrant.


W chwilach większych wstrząśnień i zmian społecznych, które nowy charakter nadają ludziom pod ich wpływem wyrosłym, może najciekawszym widokiem są owe resztki społeczeństwa umarłego, dożywające smutnie dni swoich ostatka na świecie obcym dla siebie. Wloką się ci biedni po ziemi zastygłéj, wśród ludzi, których nierozumieją, zesmutnieli, zamknięci w sobie, nie mając przemówić do kogo, oczekując rychło-li odezwie się im uwolnieniem dzwon ich pogrzebowy. Przykro jest spojrzéć na nich, tak ciężar życia gniecie im barki bezsilne, tak nieubłagany los odebrał im wszystko a wszystko.
Rodzina, najbliżsi, ci których krew, los, przyjaźń i nawyknienie związały z niemi, nie rozumieją ich, dziwią się im, ledwie nie tłómacza potrzebują, by mowę pojąć z innego odzywającą się świata. Szczęśliwi jeszcze, jeśli oczyma i usty nie szyderstwo, ale litość okazują.
Mnie zawsze ściska się serce na widok tych resztek epoki zamkniętéj, tych obłąkanych żołnierzy, wojska, co już przeszło do wieczności. Coraz ich prawda mniéj jakoś się między nami postrzega, ale za to typy ostatnie wyrazistsze są wśród otaczającego świata i na tle jego potężnie się rysują.
Zdarzyło mi się nieraz bywając w blizkiém miasteczku przed kilku laty, widziéć z rana około godziny dziewiątéj przesuwającą się ku kościołowi postać, która mnie wielce uderzyła. Był to starzec wysokiego wzrostu ale zgarbiony, z siwiuteńkim włosem, który już z białego koloru na jakiś żółto-płowy przechodził, w odzieniu dawnego kroju, tak zszarzaném, znoszoném i spłowiałém, że zdawało się ostateczną zwiastować nędzę, opierający się na wysokiéj trzcinie ze srebrną skówką, na któréj do pół prawie starty był lakier, i wyślizgane użyciem bielały włókna. Szedł zwykle prawie nóg nie podnosząc, posuwając tylko niemi, z głową