Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/485

Ta strona została uwierzytelniona.


znowum go potrafił z téj żółwiéj skorupy jego obojętności wyprowadzić.
— Ot tak — rzekł — dziwujcie się, nie dziwujcie, a ja do śmierci prawnikiem zostanę, jak-em był. To darmo! czém się skorupa za młodu napije, i na starość trąci. Nosiłem papiery chłopięciem, nauczyłem się wprzódy formularza niż katechizmu, teraz kiedy niéma co pisać, to się w starém grzebię!
Całe téż życie starca było w tych kilku słowach, i niewielem ich więcéj mógł na nim wymódz, milczeniem mnie zbywał, nie raz widocznie niecierpliwiąc się, żem mu do pracy przeszkadzał.
Jeszcze tak czas jakiś o swojéj godzinie, co raz wolniéj suwając nogami, chodził na ranną mszę i pod gmach sądowy, powracał do papierów, pracował do nieszpornego dzwonu i szedł spać późno w noc przy łojówce decyfrując akta, do których ledwie się przespawszy powracał. Jedyną dystrakcyę stanowiły targi z żydami wykupującemi zastawy, pożyczanie i odbieranie zastawów.
Wiedząc o jego groszu, a coraz posuwającego się ku grobowi go postrzegając, poczęli znajomi chodzić koło niego, żeby sobie spadek po nim zapewnić. Księża przypominali mu kościół i duszę jego, inni ujmowali go sobie małemi przysłużkami, przyjmował to obojętnie, ale gdy go naglono, odpowiadał zawsze:
— Hol ho! będzie na to czasu!
I życie szło jak dawniéj bez zmiany żadnéj. Wzrok mu się osłabiony pracą popsuł, a siły tak opuszczały, że kwadransem wprzódy na mszę wychodzić musiał, nareszcie nogi puchnąć zaczęły.
Nie zmieniło to jednak trybu jego życia i tak raz z głową na stolik spuszczoną znaleziono go zrana umarłym.
Niewiadomo, co się stało z majątkiem pozostałym, który znikł, jakby go nie było. Pochowano go skromnie, fascykułami papierów gospodyni poczęła okna zaklejać na zimę, makowa kapota przeszła na jakiegoś szewca pijaka, trzcinę wziął jakiś krewny gospodyni, rzeźnik podobno, a szkatułki — Bóg jeden wié kto — a gdy jednego poranku stojący przed kramami żydzi nie zobaczyli go ciągnącego o zwykłéj godzinie ku kościołowi, pokiwali tylko głowami, domyśliwszy się, że już żyć nie musiał.
Ruszyli ramionami i to był jedyny po Paliszewskim nekrolog.

1877.