Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/574

Ta strona została uwierzytelniona.


— Niech go kaczki, dać mu grafa, kiedy mu to miłe.
Skasowawszy więc intytulacyę, napisał na nowo:
— Jaśnie Wielmożny Grafie, panie Podskarbi dobrodzieju, mnie wielce...
Znowu sęk. Miał-li Grafa nazwać bratem? Ten tytuł nie dopuszczał już braterstwa.
Wereszczaka wstał zmęczony i przeszedł się parę razy po izbie.
Potniał — na zegarze było pół do dziewiątéj. Kaczka — nie chciał myśléć o kaczce, choć była to cyranka, po któréj palce sobie oblizywać.
Musiała się spalić na węgiel.
Siadł do pisania, lecz sprawę tytułu, braterstwa i t. d. odkładając na późniéj, począł układać raptularz daléj.
Myśli, które w pierwszéj chwili po ratafii tak żwawo i ochoczo mu przychodziły — znikły gdzieś, pochowały się, szło jak z kamienia.
— „Zaszczycony szacownym listem, J. W. Pana, dla którego estymacyi mojéj i wysokiéj weneracyi zawsze...“
Znowu sęk.
Czy weneracya powinna była być — głęboką czy wysoką? — Podkomorzy zaciekał się, splątał — i zaczęło mu się robić na przemiany zimno i gorąco.
Rozstrzygnięcie między: wysoką a głęboką, mógł tylko stanowić usus, potrzeba więc było szukać w listach. Wereszczace zrobiło się zimno — wolał już cały ten początek obrócić inaczéj. Zmazawszy więc — rozpoczął na nowo.
Nie daléj, jak w czwartym wierszu, zaszła trudność nowa, — utknął.
Położył pióro, westchnął, wtém wszedł Jakób i chrząknął.
— Cóż będzie z kolacyą? — spytał.
Wyglądało to na urągowisko — krew się w nim poruszyła.
— A idźże ty mnie, trutniu, do kroć sto tysięcy... nie przeszkadzaj, słyszysz.
Mężny Jakób nie wahał się jednak dodać:
— Blizko dziewiątéj.
— Choćby i dwunasta była! — zawołał podkomorzy i pochylił się nad stołem.
Lecz przerwa w pracy umysłowéj — ciąg myśli rozbity — przytém samo poruszenie gniewne działa zwykle fatalnie. Podkomorzy pogubił wszystko, co miał już przygotowaném, połapać się nie mógł, odczytał, co napisał — daléj ani — rusz. Jednym zamachem przekreślił całą robotę swoję i zniszczył ją. Musiał począć raz jeszcze na nowo.