Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Starosta Warszawski.djvu/525

Ta strona została uwierzytelniona.

i z Brühla coś wyciągnąć, i jemu opowiedzieć co się tu święciło...
Dopiero po wieczerzy, gdy damy przeszły do salonu, ks. Sołtyk szepnął, że radby pomówić na osobności z generałem. Obaj oni, starosta i Sołłohub, weszli natychmiast do pobocznego gabinetu... Tu książę Siewierza nie usiadł jeszcze, gdy zagadnął Brühla:
— Cóż przywozicie? co się dzieje na dworze? są jakie nadzieje, że kurfirst... seryo się weźmie do starania o koronę?
— Kurfirst? — rzekł cicho generał — to znaczy chyba, że Ermelinda za niego zajmie się tą sprawą. Wiecie jak mało on może i jak niewiele potrafi. W Rzeczypospolitéj król bez nóg, który ani na konia siąść, ani nawet przejść o swéj sile przez pokój nie może, nie pozyska sympatyi... Ale nasza pani, Ermelinda arkadyjska... zasypie listami wszystkie dwory, posłańcami gościńce... poruszy kancellarye państwowe... potrafi sobie przymileniem i urokiem zyskać nawet przeciwników... bo pragnie korony i mieć ją musi...
— Wszystko to furda... — przerwał sobie właściwym tonem gwałtownie starosta szczerzecki — nie pomogą potencye, gdy za sobą szlachty mieć nie będzie...
— Zdaje mi się — gorąco odezwał się Sołtyk — że dwa panowania dynastyi saskiéj i jéj dobrodziejstwa, rozlane na tyle rodzin i osób, już same