Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Złote jabłko 01.djvu/093

Ta strona została uwierzytelniona.

przyprowadzić...
— O! o! jakże mi żal będzie tego majątku! westchnął hrabia Sulimowski... istotnie, nazwałem je złotem jabłkiem nie darmo. Ja nie miałem ztamtąd takiego dochodu, jaki bym mieć był powinien; ale cóż? my panowie na obszernych dobrach nigdy się dopilnować nie możemy. Zawsze sobie układałem zająć się Zakalańszczyzną, byłoby to naówczas coś nieporównanego! Wzięliśmy to po babce swojej z domu księżniczce Szujskiej... Są to dobra Poleskie, ale Polesie żyzne i położenie nad rzeką spławną.
— Niech hrabia mówi mi, a ja notatkę zaraz ułożę, rzekł pan Joachim chwytając za pióro...
— Mam i inwentarz i mapę! nie wiem prawdziwie, jak mi się to w drogę jadąc zamięszało, bo nie miałem najmniejszego projektu sprzedawać, ale okoliczności...
— To możebym wynotował z inwentarza? zapytał adwokat.
— Nie! ja to wiem wszystko na pamięć.
— Szczęśliwa pamięć!
— Ha! ha! wprawna panie kochany! trzydzieści lat zmuszają mnie interesy familijne do nieustannych spraw i procesów. Nie mam spokoju i grzebię w papierach ciągle, muszę o najmniejszej rzeczy pamiętać. Przytem Zakalańszczyzna to mój ulubiony kątek, ilekroć objeżdżając swoje dobra, zajadę tam, rozstać się nie mogę z Zakalem.
Hrabia nic nie mówił o ekonomowej, ale się do siebie uśmiechnął, myśląc zawczasu gdzie ją przeniesie.
— Zakalańszczyzna, mówił dalej, składa się z pięciuset sześćdziesięciu i dwóch dusz męskich (kobiety u nas dusz nie mają), dowcipnie rzekł w nawiasie. —