Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Złote jabłko 02.djvu/022

Ta strona została uwierzytelniona.
ROZDZIAŁ II.

Komu w drogę, temu czas.

My musimy jeszcze na chwilę powrócić do Warszawy i cofnąć się trochę, nim razem z panem Erazmem, żoną jego, córką i synem przyjedziemy do Zakala.
Nabycie złotego jabłka we dwa dni po opisanych wypadkach przyszło do skutku równie nieopatrznie i żywo, jak traktowanie z hrabią. Nie dając się niczem zbić z wielkich wyobrażeń i nadziei, jakie na Zakalu budował, pan Erazm chwycił je z uśmiechem uszczęśliwienia, zdając się mówić do wszystkich co mu zaprzeczali: zobaczycie! zobaczycie!
Nie zraziła go cena coraz powiększająca się dóbr, o których już mówiono że pewnie o jakie dwakroć przepłacone zostały. Przyszło do finalnych układów i co chwila potrzeba było jeszcze za coś dopłacać.
Kto kiedykolwiek kupował majątek, wie to, że w pierwszych latach, a zwłaszcza w pierwszych chwilach, wyrastają wydatki ze zdumiewającą szybkością, jak grzybki po deszczu. Niepodobna się im opędzić.