Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Złote jabłko 04.djvu/087

Ta strona została uwierzytelniona.
ROZDZIAŁ VII.

Co się działo w Sulimowie i jaki tam był szynkarz.

Szybko pędził Stanisław ku Sulimowu, a nigdy jednak droga dłuższą mu się nie wydała, choć nazajutrz powiedzieć by nie potrafił, którędy jechał i co go znudziło. Cały w sobie i w nadziei widzenia Konstancji, wyglądał rychło mu się okażą odrapane mury rezydencji hrabiowskiej, dopytywał czy jeszcze daleko, a nielitościwi wieśniacy po swojemu mierząc poleskie pustynie, niecierpliwili go swemi milami, których czasem dwie w jednej pomieścić się mogło wygodnie. Szczęściem jakkolwiek mile poleskie i wołyńskie po polskich wydają się dosyć długie, nie to jeszcze co ku Podolowi, gdzie często mil parę cały dzień kłusem jechać można. Pod wieczór nareszcie w brzasku dziwnie jaskrawo zachodzącego słońca, na sinych i pomarańczowych pasach nieba, poczęły się czarno piętrzyć mury kościoła, drzewa i gmachy, a woźnica powiedział nareszcie: To Sulimów!
Stanisław nie potrzebował objaśnienia, cały teraz był w myśli jak tu przyjechać, jak się przedstawić, co