Strona:PL JI Kraszewski Bez serca.djvu/474

Ta strona została uwierzytelniona.
128

Zarumieniona, zakłopotana pułkownikówna, mówić mu dalej nie dała, i zapoznała z berlińskim swym przyjacielem, nie wspomniawszy ani ojca, ani jego imienia. Stilstein, niezmiernie grzeczny dla pań, sztywno i zimno przywitał się z Adamem, którego piękna twarz zresztą była najlepszem rodowodu świadectwem. Skłonili się sobie zdaleka.
Morimer po krótkiej chwili skłonił się i poszedł w boczną ulicę.
Kapitan powiódł za nim okiem ciekawym.
Rolina która zawsze swoich znajomych przyjaciół podnosić była zwykła, czasem nawet aż do zbytku ich wychwalając — poczęła zaraz.
— Jestto bardzo utalentowany poeta i artysta... syn bogatego bankiera, człowiek miły i dobrze wychowany, ale trochę dziwak.
Hrabiego wszystkie te szczegóły zdawały się mało lub wcale nie obchodzić — zbył je milczeniem.
W tablè d’hôte spotkali się znowu wszyscy. Stilstein zajął zwykłe miejsce przy pułkownikównie, Adam, chociaż zostawały próżne krzesła, wybrał sobie w końcu stołu siedzenie, a przybył nie sam, ale w towarzystwie człowieka, w którym łatwo było poznać artystę.