Strona:PL JI Kraszewski Czarna godzina.djvu/62

Ta strona została skorygowana.

przyjść do siebie, nim ojciec, po którego posłano, przybył uradowany do domu.
Ale i z nim powitanie łzawém było. Przyjazd córki, niezapowiedziany wcześnie, w porze, w któréj ona najmniéj się od domu oddalać mogła, jeżeli nie nastraszył pana Grzegorza, zdziwił go i zaniepokoił.
Wielka lat liczba dzieliła tę chwile od czasu, w którym opuściła ojca i ten dwór ubogi. Marynka była dziś niewiastą poważną, któréj młodości zaledwie pozostały ślady. Spojrzawszy na nią, jéj strój, twarz, wyraz smutny całéj postaci i oblicza, trudno było odgadnąć, że pomiędzy tym starcem w kapocie, z twarzą ogorzałą i pomarszczoną, a nią było jakiekolwiek pokrewieństwo. Któżby się ojca téj pani, zdającéj się należéć do najarystokratyczniejszego świata, domyślił w prostym człowieku, który wyglądał raczéj na jéj sługę?
Pani Treubergerowa w towarzystwie, do którego się zastosowywać musiała, nabrała smaku, zmuszoną została do występowania z elegancyą i wytwornością. Każdy jéj ruch, krok, wejrzenie, oznaczone były rozwagą, staraniem o pokazanie się właściwe stanowi, ale zarazem starło się z niéj, co było polskiego, szczerego i otwartego. Była to kobieta, reprezentująca dom, męża, stanowisko