Strona:PL JI Kraszewski Ewunia.djvu/291

Ta strona została skorygowana.



Podczaszy pragnął bardzo rozmówić się poufale z ochmistrzynią, a nie chciał ażeby to oczy zwróciło, długo więc manewrował, nim raz spacerującą z dwoma kotami po ogrodzie, niby przypadkiem napotkał.
— Cóż mi to asindźka tak samotnie w towarzystwie tylko Burka i Marmurka zażywasz świeżej aury? — rzekł po przywitaniu podczaszy.
— Panny przy robocie.
— A Ewunia?
— Książkę czyta.
— E! — bąknął stary — już bo ona bodaj nadto się wczytuje, a kto wie w jakie tam romanse, czy banialuki. Boję się, żeby jej to głowy nie psuło.