Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/104

Ta strona została uwierzytelniona.
96

mer położyła książkę, i z okiem suchém wskazała jéj, że się chce położyć.
Modlitwa w téj chwili była dla niéj tylko środkiem użytym, aby się od rozmowy dalszéj i pożegnania uwolnić... Natrętny gość drugi wyszedł ze łzami na oczach.
Z niezmierną troskliwością wyuczonéj pochlestwa nie tylko usty, ale dłonią i ruchami subretki, panna Adelajda poczęła rozbierać panią, niekiedy pół słówkami ubolewając nad jéj zmęczeniem, nad podróżą, nad słabém zdrowiem, nad zbytecznemi posty i umartwieniami świętéj niewiasty. P. Palmer przyjmowała to zamyślona, milcząca, roztargniona, tak, że w końcu widząc, iż pokarm ten nie na dobie, ostrożna służąca, cofnąć się z nim musiała i zamilknąć.
Jenerałowa położyła się obwinięta chusteczkami, kołderkami, ostawiona poduszeczkami różnych rozmiarów, zapalono lampkę nocną w kąciku, wykadzono pokoik octem balsamicznym, i cisza głęboka rozpięła skrzydła nad Garwolińską gospodą.
Cisza, tak, ale spokoju nie było.