Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/125

Ta strona została uwierzytelniona.
117

na, i nic WPan niewiesz, aż kiedyś tam w dziesięć lat, patrz! oho! odezwało się — a WPan jak tabaka w rogu — ani wiesz.
— To bywa! zawołał Pluta — jednakże WPan o jéj życiu trochę jesteś uwiadomiony?
— Trochę...
— To dla mnie ciekawa historja, ze względu na tę passją jaką mam do moralności, odparł Fryderyk... Hę! czy nie napilibyśmy się czego?
— Napić się? i owszem? nie jestem od tego? ale wybór rzecz trudna — co wypić?
— No! najpierwéj wódki, rozumie się, zawołał Fryderyk, to jest moje principium, zasada, od któréj nigdy nie odstępuję, za którą walczyć jestem gotowy; daléj idzie zakąska, następnie już zależy to od gustu — humoru, usposobienia żołądka, głowy, towarzystwa i okoliczności kieszonkowych.
— Masz WPan racją — ale te okoliczności — właśnie — bo ja — z powodu jedynie roztargnienia, zapomniawszy pugilaresu z ka-