Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/134

Ta strona została uwierzytelniona.
126

— Ale nie! bardzo uczciwy człowiek...
— Więc cóż mu się stało...?
— E! nie warto o tém wspominać.
— Ale przecież...?
— Dla całéj familji zakała...
— Niepowiem nikomu...
— Pod pozorem żeby ręki nie wyciągać, i tam dla jakichś dziwnych przywidzeń, zamiast iść drogą szlachetniejszą, i starać się utrzymać honor familji... po prostu dla chleba... ale to nigdy żadnego uczucia wznioślejszego nie było w tym człowieku...
— No! i cóż popełnił?
— Został szewcem! cichuteńko odezwał się zarumieniony Kirkuć.
Kapitan rozśmiał się w całe gardło, popatrzał na interlokutora długo, wypił szklankę piwa i milcząc podparł się na łokciu.
— Jużciż pozwolisz, mówił daléj Pan Mateusz... że kiedy ja mogłem taki obejść się bez żadnego rzemiosła nie szlachetnego, to i on też potrafiłby był sobie dać radę między ludźmi. Ale, niemówmy już o tém, bo to dla mnie rzecz bolesna...