Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/1452

Ta strona została uwierzytelniona.
238

jawie jak zawsze. Służącą tylko zostawiono w blizkim pokoju na zawołanie.
Poczuwszy się samą, jak opowiadała sługa, staruszka poczęła modlić się gorąco, przewracając kartki w książce z wielkim pośpiechem, i płakała po trosze i biła się w piersi, potém przeżegnała, ręce złożyła jak do modlitwy, uśmiechnęła dziwnie słodko i westchnęła z cicha.
Siedziała tak nieruchoma zupełnie jakby śpiąca.... Była już dziesiąta wieczorem, gdy przyszła sługa radzić się pani Zacharjaszowéj, czyby jéj w łóżko nie położyć, ale gdy Byczek wszedł do matki, zastał ją bez życia i skostniałą.
Dziwne to życie, dziwną téż skończyło się śmiercią.
W parę dni potém ubogi pogrzeb wyszedł ze Śto-Krzyzkiéj ulicy, wioząc staruszkę na Powązki i mogiła żółta przysypała czarną trumnę, w któréj ostatnia miłość Augustowskiéj epoki usnęła na wieki z zeschłemi kwiatkami na wyschłéj od tęsknoty piersi.
Państwo Byczkowie po zgonie matki nie