Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/151

Ta strona została uwierzytelniona.
143

— Czyż ja niewiem tego, odparł p. Mateusz, ale natura! serce! panie Pułkowniku... sto razy przysięgałem sobie, a nigdym dłużéj dwóch godzin przysiędze wierności nie dochował! Natura, nieszczęśliwa natura taka że abym twarzyczkę nieszpetną zobaczył, szaleję... Ot i teraz... rzekł rozlewając się we łzy i smutnie kiwając głową... ot i teraz, dałem się zwieść jak student... A! ale coż bo to były za oczy!
— Ale ba! czarne czy niebieskie? spytał śmiejąc się Pluta.
— A! czarne! czarne! i czarna w nich zdrada mieszkała.
— Ona i w niebieskich czasem się lokuje, a w ogóle ile jest oczów, wszystkie dla niéj dobre... Stary WPan już jesteś, a tak się łapać dajesz.
— Nie stary, przerwał Mateusz... ale to mi się zdała bardzo przyzwoita kobieta; miała własny magazynik strojów przy ulicy Freta, — gdyby licho nie przyniosło artylerzysty...