Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/219

Ta strona została uwierzytelniona.
211

łatwo z pomocą Justyna pociągnąć do kolacyi, a żona czekała!! żona czekała!
Musiał to jednak uczynić z jak największą ostrożnością, aby Kaliszanina nie obrazić i na świadectwo wezwał Justyna, modlącym się błagając go wzrokiem, aby potwierdził, że mu się już wprzódy wyrywał.
Tak się jakoś rozstali grzecznie i bez urazy, po nowym pocałunku z obu stron twarzy, a Justyn powiódł pod rękę gościa tłumacząc mu jako śniadania gdzieindziéj prócz Bouquerel’a jeść nie było podobna, pod strachem najokropniejszéj niestrawności, choroby, a kto wie? może nawet nagłéj śmierci.
Nie bez wewnętrznéj obawy jakiejś zbliżył się biedny Narębski do domu — wiedział on co go tam zawsze czekało — wymówki żony poparte milczeniem znaczącém córki, kwasy i widok uciemiężenia jakie znosić musiała Mania; nie bez trwogi więc i coraz smutniejszy wszedł powoli na wschody.
W salonie, swoim obyczajem, siedziały matka z córką, pani Samuela wpatrzona w sufit, znudzona i jak zawsze mocno chora, choć