Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/33

Ta strona została uwierzytelniona.
25

— Nie dokuczajcież jéj, proszę! rzekł pan Feliks z nieukontentowaniem widoczném.
P. Feliksowa ruszyła ramionami.
— Ale któżby śmiał twojéj protegowanéj dokuczać! i dla czegoż mówisz w liczbie mnogiéj, przecież nie odezwałam się ani słowa.
— Przepraszam — mimowolnie... Mania coraz bardziéj się rumieniła i głębiéj szukała czegoś w torbeczce.
Wtém drzwi się otworzyły i młody chłopak, o którym była mowa, wszedł nieśmiało do pokoju. Znać było na nim, że walczył z sobą, nim się na ten krok odważył, że jakieś uczucie przemogło i popchnęło go — ale otworzywszy drzwi, tak się zmieszał, tak zapłonił, jakby był nieśmiałą dzieweczką.
— Najmocniéj przepraszam, odezwał się, kłaniając pani Feliksowéj — ale dowiedziawszy się, że państwo są tu przejazdem, nie mogłem się wstrzymać, aby im nie złożyć mojego uszanowania.
Na to powitanie pani Feliksowa ani się ruszyła z krzesła i ledwie kiwnęła główką, ale Elwira i ona mierzyły ze złośliwą ciekawo-