Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/522

Ta strona została uwierzytelniona.
222

czność. Miałożby być gorszem sprzedawanie żyta i pszenicy? od sprzedawania nauki?
Pani Samuela nic nie mówiąc, z przymrużonemi oczyma, przez lornetkę przyglądała się książkom po półkach. Elwira śmiała się ciągle, Mania patrzała w Muszyńskiego jak w tęczę... bo oboje wzrokiem tylko przywyklibyli rozmawiać.
— Macież panowie nowości jakie? zapytała Narębska od niechcenia.
Teoś paczkę ich wskazał na stole, zaczęto je przeglądać, Mania stanęła w kątku, a oko jéj szukało przyjaciela, który mimo wymagań coraz dziwniejszych pani Narębskiéj i poszukiwań jakie z tego powodu czynić musiał, spoglądał ukradkiem na Manię z wyrazem tęsknoty, przywiązania niewysłowionym.
Znać było po nim, że się wstrzymywał od nadania oczom tego ognia, który miał w piersi, że obawiał się zanadto powiedzieć, a jednak niespokojne wejrzenie jego było tak wymownem!
Wahał się, bolał, lękał a w obec niéj