Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/56

Ta strona została uwierzytelniona.
48

Domawiał tych słów podnosząc głos, gdy w progu ukazała się suknia i twarz niewieścia... Znać ostatnia iskra poszanowania dla płci i zwyczaju grzeczności nie dogasła jeszcze w gadatliwym włóczędze, bo zrzucił kapelusz i usiłował powstać, ale już był pijany w nogach i nie mógł.
Zjawiskiem tém była Mania, którą może gderanie pani Narębskiéj czy szyderstwa Elwiry wygnały z pokoju, i szukała znać p. Feliksa, bo ujrzawszy go tu stanęła w progu. Nim miał jéj czas dać znak, aby odeszła, włóczęga ją zobaczył, wlepił w nią oczy wielkie, ciekawe, zmierzył niemi, i zwróciwszy się do pana Feliksa tylko głową kiwnął.
P. Feliks niezmiernie się zczerwienił, a Mania natychmiast znikła.
— No, wiem co to jest, — cicho rzekł śmiejąc się Fryderyk, — i trzeba przyznać, żeśmy się tu zjechali jak na rozstajnych drogach!!!
P. Feliks ruszył ramionami zniecierpliwiony, a Fryderyk podniosłszy głowę do sufitu, począł nucić: