Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/768

Ta strona została uwierzytelniona.
208

mniał! Dla ciebie to było dzieciństwo! zabawka... a dla mnie...
— Moja droga! moja śliczna Basiu.
Ale na te zimno wyrzeczone wyrazy, kuzynka odepchnęła go i zmierzyła okiem prawie gniewnym.
— Cóż ci to znowu?
Basia zaczęła płakać.
Adolf był w wielkiem zakłopotaniu, serce jego nie przemawiało, czuł że z drugiéj strony było uczucie, którego podzielać nie mógł, obrazić nie chciał i żywić był nie powinien.
— Basiu droga, rzekł czuléj trochę... a! nie myśl żebym ja o was, o tobie mógł kiedy zapomnieć... ale my żyjemy tak od siebie daleko; widujemy się tak rzadko.
— A jednak ja, ja... wcale nie zapomniałam dla tego o tobie, cicho odezwało się dziewcze.
I po przestanku dodała...
— Powiedz mi tylko, powiedz, bo ja tam nic dosłyszeć nie mogłam, czyś ty przynajmniéj szczęśliwy? czy... ja sama niewiem co mówię... czy ci nigdy nie tęskno... czy...