Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/784

Ta strona została uwierzytelniona.
4

Twarz jego przed chwilą jeszcze malowała tę apatją lat blisko poprzedzającą starość, tak smutną i zdrętwiałą, że nad nią przykrzejszego uczucia ludzkie rysy przybrać nie mogą, ale spostrzegłszy kapitana, on także uległ metamorfozie.
Podniósł głowę, poprawił czapkę, usta zaciął, aż mu część wąsów w reszcie zębów została, namarszczył czoło, oczy silnie wlepił w przeciwnika, i białka mu w chwili krwią zabiegły. Drganie mimowolne poruszyło nim całym.
Ręka, która trzymała kij, uderzyła nim o bruk raz i drugi. Oba zatrzymali się jak dwa, nie porównywając, stare koguty, które traf na śmietnisku przed sobą postawił. Ale z dwóch — czegoby doprawdy domyśléć się było trudno — kapitan Pluta daleko okazał się bardziéj zmieszany i niepewny. Prawda, że w ręku miał tylko laseczkę miejską, lekką, zgrabną, ale przy grubym kiju przeciwnika, mało znaczącą.
Po chwili, ów wysoki mężczyzna roztworzył wargi zacięte i pokazał resztę zębów je-