Strona:PL JI Kraszewski Przybłęda.djvu/40

Ta strona została skorygowana.

„Pierwszego wieczora matka mnie wzięła na stronę i pokazała mi młodziuchną, bardzo piękną, ale zupełnie dziką istotę, dziewczę, zaledwie lat czternaście mające, niebieskookie, złotowłose, śliczne, które osobną izdebkę przy niej zajmowało. Kazała mi się tej pannie, Kamilce, przypatrzyć i zapoznać z nią.
„Dziewczę było nieśmiałe jakieś, a tłumiące w sobie wiele życia, czujące swą piękność uderzającą, zaniedbane, lecz zdające się nie bez zdolności. Patrzały one z oczu i z mowy. Zbliżyłam się do niej, potrafiłam przyciągnąć i spoufalić.
„Gdyśmy z matką szły spocząć, zapytałam jej, zkąd się wzięła ta Kamilka i co ona w domu rodziców znaczyła. Zdziwiło mnie, że matka, jakby się wstydząc, wahała z odpowiedzią.
„Pokazało się wreszcie, że sierotka po jakimś oficjaliście, Kamilka, tak nadzwyczajnie się podobała panu Bożakowi, tak go zajęła swoją dzikością i wdziękiem iż... wyprosił u matki, aby ją tymczasem wzięła pod opiekę, dopóki on, mając zamiar zająć się jej losem, nie obmyśli coś dla niej.
„Matka mi szepnęła potem:
„— Jak ludzi znam, niema wątpliwości, że Bożak w tem dziecku zakochany szalenie!! Wstyd mi aż pomyśleć, co z tego może wyjść w końcu... a mnie wciągnął, żebym mu pomagała!!
„Jest naszym dobrodziejem, to prawda, ale niepowinien sobie za to kazać płacić upodleniem; pięknieby było, żebym ja mu dziewczęta wychowywała na zgorszenia i zgubę.
„Musiałam się ująć za Bożaka, bo, o ile go znam, zdaje mi się, że niezdolnym jest być nikczemnym uwodzicielem. Mogło mu się dziewczę podobać, zająć go, ale jest głupiutkie, bez wykształcenia — urok się prędko rozwieje. Nie chcę przypuszczać, aby był tak zepsuty.
„Z większą jeszcze bacznością zaczęłam nazajutrz badać Kamilkę i zajmować się nią. Jest okrutnie zaniedbaną, ale nie zepsutą, natura łagodna, główka dosyć otwarta. Któż wie? możnaby z niej zrobić coś zachwycającego, przy tym wdzięku, jaki jej natura dała.
„Bożak, jeżeli się zakochał, to dotąd w obrazku, nie w kobiecie, ale obrazek mógłby ożyć!!
„Posądziłam matkę o zbytnią obawę, o domysł niewczesny, tak mi się trudno było oswoić z tą myślą bolesną, że on... Onufry... kochać mógł inną!!...
„A ja, ja się łudziłam dotąd!
„Onufry powrócił tegoż wieczora i, jak się tylko dowiedział o mnie, natychmiast przybiegł. Kamilka wyskoczyła naprzeciw niemu; zabolało mnie to. Matka wskazała, jak ją witał. Wprawdzie było coś protekcyjnej, ojcowskiej czułości w obejściu się z dziewczęciem, ale razem... ach! w oczach ile ognia, jaka tłumiona namiętność!!
„Zarumieniłam się i zabolało, a! zabolało mocno.
„Wprost od niej przy biegł do mnie, z dawną swą dobrą, poczciwą, serdeczną troskliwością, z pewną czułością nawet przyjacielską, ale jak różną od okazanej Kamilce! Mimo woli może przyjęłam go zimno, trochę nie po dawnemu. Musiał to spostrzedz i zrozumieć.
„Przemogłam się natychmiast, zwyciężyłam, zawstydziłam sama siebie, i usiłowałam okazać, jakby mnie serce nie bolało wcale.
„Zaledwie matka i Kamilka trochę nas swobodniejszemi uczyniły, pochylił się ku mnie.
„— Boję się! — zawołał — abyś mnie pani moja, nie sądziła surowo i fałszywie. Przyznaj się, mogłaś mnie posądzić, znalazłszy tu Kamilke?
„— Nie — rzekłam — ja nie posądzałam pana Onufrego, bo go znam lepiej, ale będą go posądzali ludzie, a tego dosyć, aby w fałszywem świetle siebie i drugich nie stawić i coś poradzić na to. Naturalnem znajduję, że się pan interesujesz losem tak ładnej sierotki; ale właśnie dlatego, że jest tak ładna, że sierota, trzeba pozorów wszelkich unikać. Co pan chcesz z nią zrobić?