Strona:PL JI Kraszewski Zygzaki.djvu/146

Ta strona została skorygowana.

strzelała wzrokiem, jakiego u niej domowi nie znali. Na bladych policzkach, różowiał zaledwie dostrzeżony rumieniec. Emil był straszliwie wesół i rad z nauczającej rozmowy z Maćkiem, młodzieńcem doświadczonym w wielu sprawach, w których on był nowicyuszem, nie wiedział on, że ks. Maryan dosłyszał wyraz tak wiele mówiący, mimo pospolitości swej i prostoty.
Na ostatek ks. Maryan siedział pochmurny, zasępiony, nie dając się rozweselić oczom St. Flour, często go wyzywającym; a myśląc ciągle jak ma postępować z Emilem, aby go uchować od zbyt popieranego rozwinięcia i badania tajemnic, zostawionych późniejszemu wiekowi.
Rozmowa ogólna traktowała ten miły przedmiot meteorologii, niewyczerpany, nigdy, wszystkim dostępny, dostarczający tak obfitego materyału każdemu do popisu z erudycyą, z pamięcią i darem postrzegania.


XIII.

W dnie uroczyste całe sąsiedztwo zwykło się było zjeżdżać do kościoła w Parzygłowach, i dnia 2 Sierpnia też zawczasu, przed summą, powozy wszystkiemi traktami zmierzały ku naszej mieścinie. W zajazdach wrota stały otworem. Pan Henryk w cylindrze i nowym surducie, przed swoim domem oczekiwał na gości.